Kanonada Narodowego Romantyzmu

wersja beta

Bożena Janda: Biskup Czesław Kaczmarek – Ofiara Pogromu Kieleckiego (1946)

bp-kaczmarek-podczas-procesu-40698

Bożena Janda: Biskup Czesław Kaczmarek – Ofiara Pogromu Kieleckiego (1946)

Udostępnij

20 stycznia 1951 roku Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, za pośrednictwem swojego wysokiego rangą funkcjonariusza – Józefa Światło, przeprowadziło aresztowanie ordynariusza kieleckiego biskupa Czesława Kaczmarka. Od poranka do wieczora trwała w domu biskupim oraz kurii rewizja. Ktokolwiek wszedł na teren tych budynków został zatrzymany do czasu ukończenia czynności śledczych na ich terenie. Władzy zależało, aby wiadomość o aresztowaniu biskupa diecezji kieleckiej nie przedostała się jeszcze do opinii publicznej. Czegoś wyraźnie szukano. Wywieziono wiele dokumentów, wypytywano o kontakty ordynariusza z byłym ambasadorem USA w Polsce, Arturem Bliss Lane’em. Wraz z biskupem został aresztowany wikariusz generalny Jan Jaroszewicz, a następnie ksiądz Mieczysław Połoska[1].

Pytanie o przyczyny aresztowania biskupa diecezji kieleckiej, Czesława Kaczmarka, wydaje się nadal zasadne, ponieważ sprawa nie jest oczywista. Do dzisiaj nie ma jednoznacznej na nie odpowiedzi, pozostaje zatem w sferze domysłów i czeka na odpowiedź. Zagadkę próbował rozwiązać m.in. Jerzy Stępień, starający się przywrócić dobre imię ordynariuszowi diecezji kieleckiej. Jego zdaniem przyczyn aresztowania sufragana mogło być kilka: opór w sprawie porozumienia z władzami komunistycznymi, charyzmatyczne przywództwo w diecezji, niepodpisanie Apelu Sztokholmskiego, proces wolbromski[2] oraz bliskie kontakty z ambasadorem USA w Polsce Arturem Bliss Lane’em. Po dokładnym przeanalizowaniu aktu oskarżenia doszedł jednak do wniosku, że na ławie oskarżonych równie dobrze mogli się znaleźć inni hierarchowie Kościoła katolickiego, ponieważ w istocie ostrze procesowe skierowane było w Watykan[3]. Główne zarzuty dotyczyły domniemanej kolaboracji z okupantem niemieckim, a także agenturalnej działalności na rzecz mocodawców w Watykanie i „imperialistycznej” Ameryce[4]. Biograf ordynariusza kieleckiego, ks. Śledzianowski, także uważał, że zarzuty, które postawiono Kaczmarkowi równie dobrze można było odnieść do innych duchownych. Wziął jednak pod uwagę jeszcze inny powód – uznał, że uwięzienie biskupa było zemstą za raport na temat pogromu, przekazany ambasadorowi USA Arturowi Bliss Lane[5]. W biografii Czesława Kaczmarka odnotował ataki na biskupa, w prasie, w radiu, jakie miały miejsce od czasu pogromu kieleckiego, aż do jego aresztowania w 1951 roku[6].

Po uwięzieniu biskupa kieleckiego nastąpiły kolejne aresztowania, zarówno księży, sióstr zakonnych, jak i osób  świeckich powiązanych z osobą ordynariusza diecezji. Wśród zatrzymanych przez UB znalazło się także dwóch księży (ks. Roman Zelek, proboszcz parafii katedralnej, ks. Jan Danilewicz, pracownik Kurii Diecezjalnej), którzy przygotowywali raport na temat pogromu w Kielcach[7]. Niewykluczone, że właśnie któryś z tych duchownych, nie wytrzymał śledztwa i wskazał miejsce, w którym zostały ukryte materiały dotyczące pogromu. Widocznie sprawa była  istotna, ponieważ jeszcze w nocy (!) 12 stycznia 1952 roku, a więc w rok (!) po uwięzieniu ordynariusza diecezji kieleckiej, funkcjonariusze UB przyjechali ze stolicy do Kielc, aresztowali kościelnego katedry i przejęli poszukiwane dokumenty, w skład których wchodził Raport Biskupa Kaczmarka, którego oryginał został przekazany w 1946 roku ówczesnemu ambasadorowi USA w Polsce Arturowi Bliss Lane przez ordynariusza diecezji kieleckiej. Pozostałe materiały również dotyczyły zajścia na Plantach z 4 lipca 1946 roku.

Raport biskupa kieleckiego Bliss Lane wykorzystał w swej książce – „Widziałem Polskę zdradzoną”, którą napisał po swojej rezygnacji w 1947 roku ze służby zagranicznej. Służby wywiadowcze w Polsce i w ZSRR szybko zorientowały się skąd były ambasador czerpał wiedzę potrzebną do opisania sytuacji w Polsce. Trop prowadził do pasterza diecezji kieleckiej.

Zdaniem bp Czesława Kaczmarka wyjaśnienie przyczyny i przebiegu wydarzeń związanych z pogromem spoczywało na polskim rządzie. Sufragan miał jednakowoż świadomość, że te kwestie zaniedbano, łącznie z ustaleniem okoliczności łagodzących, a przeciwnie, wyeksponowano na eksport najgorsze elementy tej tragedii. Duchowny podejrzewał, że wydarzenia kieleckie z 4 lipca 1946 roku zostaną w przyszłości wyzyskane przez czynniki  Polsce nieprzychylne. Po lekturze prasy na temat pogromu, Czesław Kaczmarek  wywnioskował ponadto, że  ostrze propagandy rządowej skierowane zostało przeciwko adwersarzom systemu komunistycznego, zarówno przebywającym w kraju, jak i poza nim. Dezinformujący charakter przekazywanych wiadomości był głównym powodem, jak utrzymuje hierarcha, który pchnął go do wyjaśnienia przyczyny, przebiegu i następstw pogromu w Kielcach z 4 lipca 1946 r[8].

Czesław Kaczmarek był nieobecny w Kielcach od 4 czerwca do 24 lipca z powodów zdrowotnych, a więc w czasie, kiedy ów pogrom miał miejsce. Zlecił zatem śledztwo, które w jego imieniu przeprowadzili księża – ks. dr Mieczysław Żywczyński prof. KUL, ks. Jan Danilewicz, ks. Roman Zelek, ks. Józef Rybczyk, ks. Piotr Dudziec, przebywający w owym dniu w mieście, którzy wykazali się wówczas aktywnością (mimo, że nie zostali, ani powiadomieni, ani poproszeni o interwencję, przybyli dwa razy na miejsce tragicznych zdarzeń, celem uspokojenia nastrojów zebranych, jednak za każdym razem w momentach względnego spokoju)[9].

Śledztwo przeprowadzono bezpośrednio po zakończeniu pogromu, trwało ponad miesiąc. Było tajne. Świadkowie składali swoje zeznania pod przysięgą. Dochodzenie zostało przeprowadzone przy współudziale kieleckich prawników i prokuratora kieleckiego Jana Wrzeszcza[10].

W tym miejscu warto wspomnieć, że prokurator Wrzeszcz nie został powiadomiony o zajściach na Plantach. Kiedy przybył na miejsce tragedii, między 11.00 a 12.00, chcąc zgodnie z obowiązującymi przepisami przejąć władzę nad akcją, zakomunikowano mu, że nie jest potrzebny, ponieważ nad wszystkim czuwa Urząd Bezpieczeństwa. Informacje te zostały zawarte m.in. w dokumencie sporządzonym tuż po pogromie, przechowywanym w Kurii Diecezjalnej w Kielcach, a skonfiskowanym w rok po aresztowaniu biskupa Kaczmarka, w trakcie rewizji przeprowadzonej 12 stycznia 1952 roku[11]. Prokuratora Wrzeszcza zwolniono ze sprawowanej funkcji po tym, jak oficjalnie zabierał głos w sprawie pogromu. Został radcą prawnym Kurii Diecezjalnej w Kielcach, a po aresztowaniu biskupa Kaczmarka również zatrzymany przez UB i osadzony w więzieniu na Mokotowie, gdzie poddano go brutalnym przesłuchaniom, po czym świadomie zarażono gruźlicą, w wyniku czego zmarł[12].

Raport biskupa Kaczmarka podzielony został na części tematyczne. Oprócz wstępu i zakończenia, wyróżniono w nim genezę wypadków kieleckich z 4 lipca 1946 r., ukazano osobę Henryka Błaszczyka, a więc człowieka, na którym spoczywa pośrednia odpowiedzialność za wypadki kieleckie, omówiono przebieg pogromu, naświetlono proces sądowy, przedstawiono rolę prasy, rozważono rolę Kościoła katolickiego w związku z pogromem, przeanalizowano jego następstwa.

RAPORT – INFORMACJE POCHODZĄCE Z PRASY RZĄDOWEJ

Sufragan kielecki rozpoczął swój raport od przekazania urzędowych informacji, podawanych przez prasę. Zgodnie z nimi liczba poszkodowanych w pogromie Żydów wynosiła – 39 zabitych oraz 40 rannych[13]. Faktyczne dane te nie są stuprocentowo pewne. Z prosektorium wyniesiono 42 trumny. Jednak wśród ofiar znalazły się również osoby, które poniosły śmierć w innych okolicznościach, a nawet z innego powodu niż te na Plantach (m.in. Regina Fisch i jej dziecko, czy też osoby które straciły życie np. na dworcu PKP w Piekoszowie). Ponadto, wśród zabitych było dwóch Polaków. Szacuje się zwykle, że na Plantach zginęło 36 Żydów, a 43 zostało rannych, z których część zmarła w szpitalu[14]. Z kolei, wg danych śledztwa IPN życie straciło 39 Żydów (wliczając w to R. Fisch i jej synka) oraz trzech Polaków (sędzia A. Jankowski uważa, że jeden z nich był narodowości żydowskiej)[15]. Natomiast, 35 Żydów zostało rannych. Pogrzeb 40 ofiar tych tragicznych wydarzeń odbył się 8 lipca 1946 roku[16].

Ustalono, że 9 osób zginęło od postrzałów, choć rany postrzałowe odkryto także u 4 innych ofiar. Od ciosów zadanych bagnetem zginęło w sumie 8 osób. Oznacza to, że z rąk funkcjonariuszy policji i wojska mogło stracić życie około 22 na 39 zamordowanych Żydów. Ponadto, u pięciu osób, które przeżyły, odkryto rany postrzałowe[17].

Biskup Kaczmarek podaje również oficjalny czas trwania zajść na Plantach – tj. od 9.00 rano, z przerwami, do 6.00 po południu. Wyraża przy tym swoje niedowierzanie w związku z faktem wielogodzinnych mordów pod okiem wojska, milicji i funkcjonariuszy WUBP. Kielce to przecież miasto wojewódzkie, położone na terenie o silnych tradycjach partyzanckich, w którym stacjonowały liczne wyżej wspomniane jednostki, odpowiedzialne za bezpieczeństwo na tych terenach[18].

Z raportu dowiadujemy się także o zakrojonej na szeroką skalę propagandowej działalności prasy rządowej[19]. Informacje przekazywane przez media skierowały swe ostrze, zdaniem biskupa, w stronę antykomunistów, zarówno tych w kraju, jak i zagranicą. Prasa donosiła, że wydarzenia w Kielcach z 4 lipca 1946 r. to wynik działalności podziemia niepodległościowego, inspirowanego z zagranicy przez gen. W. Andersa, które wpisywały się w „klimat faszystowski”[20]. Miała to być, zgodnie z komunistyczną propagandą, zemsta za przegrane referendum z 30 czerwca tego roku[21].

Nie można wykluczyć, że komuniści chcieli w ten sposób odwrócić uwagę od sfałszowanego wyniku głosowania, zohydzając Polskę i społeczeństwo polskie w oczach państw zachodnich. Przejęcie władzy nad faszystowskim społeczeństwem miało więc znaleźć swoje uzasadnienie w oczach opinii międzynarodowej. Warto dodać, że w wyniku takiej kampanii pomniejszono zasługi Polaków podczas II wojny światowej, jednocześnie czyniąc z nich, a nie z Niemców, antysemitów w opinii innych narodów.

Wykorzystanie pogromu jako elementu propagandowego wydaje się zrozumiałe, natomiast argumentacja opowiadająca się za wywołaniem antyżydowskich zamieszek celem ugruntowania władzy nie może być bezdyskusyjna. Nie jest o tym przekonany również biskup Kaczmarek. Wątpliwości te wydają się zasadne, biorąc pod uwagę fakt, że sami komuniści odkryli kartę referendum jako jedno z ostrzy swej gry propagandowej, a legitymizacja ówczesnej władzy miała swoje fundamenty w porozumieniach, jakie zawarł Zachód ze Stalinem.

Oskarżenia kierowane z całą mocą zaraz po pogromie w stronę podziemia niepodległościowego jako na sprawców zajść z 4 lipca ucichły już w połowie tego miesiąca[22]. Prasa posłuszna władzy rozszerzyła winę za wydarzenia na Plantach na członków PSL ze Stanisławem Mikołajczykiem na czele[23], a także na instytucję Kościoła katolickiego w Polsce[24]. Zarówno PSL, jak i hierarchowie Kościoła potępili pogrom, ale nie wskazali personalnie winnych, czyli zgodnie z propagandą komunistyczną faszystów i antysemitów spod znaku Armii Krajowej oraz polskie społeczeństwo wyznania katolickiego.

Udział w pogromie żołnierzy związanych z WiN czy NSZ nie był, zdaniem ordynariusza diecezji kieleckiej, możliwy z uwagi na fakt, że nie znaleziono wśród narzędzi zbrodni broni palnej, którą oni zapewne dysponowali. Tym bardziej, że nie udało się również podczas procesu udowodnić udziału tych organizacji w zbrodni. Biskup pomimo to nie wyklucza obecności na Plantach osób walczących podczas wojny, jednak nie w ramach zorganizowanej akcji.

Wśród aresztowanych w związku z pogromem znalazło się trzech byłych żołnierzy: Józef Kuliński, podczas wojny związany z ZWZ- AK (obserwator zajść), Edward Jurkowski, członek AK (aresztowano go na ul. Kościuszki, nie był ani uczestnikiem, ani obserwatorem wydarzeń na Plantach), Józef Pokrzywiński (dowódca Narodowych Sił Zbrojnych w Zagnańsku)[25].

RAPORT – PRZYCZYNA ZAJŚĆ NA PLANTACH

Biskup Kaczmarek rozważa w swym raporcie przyczynę tragicznych wydarzeń rozgrywających się 4 lipca w mieście. Jednocześnie przypomina, że w Kielcach nie było wcześniej żadnego pogromu, ani wystąpień antyżydowskich. Podczas II wojny światowej kielczanie (i Polacy w większości) współczuli Żydom do tego stopnia, że wielu, mimo kar ze strony Niemców, w tym kary śmierci, pomagało im. Ludność kielecką określił jako spokojną[26].

Znamienny jest fakt, że po aresztowaniu przez milicję Żyda w zielonym kapeluszu – Kalmana Singera, którego wskazał mały Henio, jako sprawcę jego rzekomego porwania i przetrzymywania, interweniujący osobiście w jego sprawie dr Seweryn Kahane, niepokojony przez nikogo przeszedł trasę od ul. Planty do dzisiejszej ul. Paderewskiego dwa razy. Dr Kahane był przewodniczącym Komitetu Żydowskiego, Żydem zamieszkałym przy ulicy Planty 7, znanym w mieście, a mimo to nikt nie zachował się w stosunku do niego agresywnie. Jeżeli pewne podniecenie towarzyszyło już wówczas całej sprawie, to były to okrzyki ze strony funkcjonariuszy milicji, którzy zaczepiali przechodniów i informowali o porwaniu małego Henia przez Żydów, starając się najwyraźniej wzniecić negatywne nastroje wśród mieszkańców Kielc[27].

Sufragan odnosi się z dużą dozą krytycyzmu również do samej plotki o porwaniu małego Henryka Błaszczyka, która sama nie mogła, jego zdaniem, spowodować takiego poruszenia wśród tłumu i obudzić w ludziach takiego okrucieństwa[28]. Jednocześnie informuje, że w Kielcach od jakiegoś czasu krążyły plotki o zaginięciu dzieci, z których niektóre faktycznie ginęły[29]. Informacje te potwierdza świadek zdarzeń, Andrzej Morawiecki, mieszkający w 1946 roku w pobliżu ulicy Planty, datując rozgłaszanie informacji o zaginięciu dzieci na czerwiec tego samego roku. Jego zdaniem ludzie mieli świadomość, że dzieje się „coś dziwnego”[30].

Informacje o rozgłaszanych plotkach potwierdza w liście do ks. Śledzianowskiego, datowanym na 30 października 1997 roku, Z. Biernacki, który w czasie zajść na Plantach mieszkał w Kielcach, u zbiegu ulic Piotrkowskiej i Czarnowskiej. Donosi on o pogłoskach rozsiewanych przed pogromem na temat porywania i mordowania dzieci przez Żydów w piwnicach przy ulicy Planty. Twierdzi, ze mieszkańcy Kielc, a zwłaszcza mieszkający centrum miasta, dobrze zdawali sobie sprawę, że te domy nie były podpiwniczone, i traktowali te wiadomości jako prowokacje, choć nie wiedzieli kto jest ich źródłem[31].

Nie przeszkadzają te fakty niektórym badaczom pogromu serwować tezy o silnym antysemityzmie i ciemnocie ludzi. Marcin Zaremba tłumaczy wydarzenia kieleckie głęboką niechęcią wobec Żydów, która swoje źródło miała w okresie międzywojennym, a okupacja hitlerowska tylko wzmocniła takie nastroje[32]. Podobnego zdania jest Bożena Szaynok, która antysemityzm dostrzega nawet u tych, którzy w plotkę o porywaniu dzieci przez Żydów uwierzyli[33]. Za dobrą monetę przyjmuje zaś zeznania oskarżonych, który przyznali się do większości zarzuconych im czynów[34], nie biorąc pod uwagę, że ich przyznanie się do winy mogło być wymuszone.

Skoro to nie antysemityzm był siłą napędową krwawych wydarzeń na Plantach z 1946 roku, to wg biskupa Kaczmarka mogła być nim nienawiść do Żydów, na którą zapracowali swoją współpracą z komunistami przy narzucaniu w Polsce ustroju, którego społeczeństwo sobie nie życzyło. Co więcej, Żydzi cieszyli się, dzięki swojej przyjaźni z nowym polskim „okupantem”,  licznymi przywilejami, kierowali prasą, zajmowali wysokie stanowiska urzędnicze, wojskowe[35]. W Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego zajmowali 37% stanowisk kierowniczych w latach 1944-1954. Często nie było ani jednego Polaka w randze wiceministra, czy dyrektora departamentu. Piotr Gontarczyk uzasadnia nadreprezentację Żydów w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego faktem, że byli oni zaufaną grupą, która współpracowała z komunistami jeszcze w okresie przedwojennym[36].

Powołując się na dane, które zebrał Jerzy Robert Nowak można zrozumieć, jak silną reprezentację mieli Żydzi w kieleckich strukturach władzy. Żydowskim pochodzeniem legitymowali się np. szef WUBP Andrzej Kornecki, prezydent miasta Tadeusz Żarecki, sekretarz wojewódzkiego komitetu PPR Józef Kalinowski, kierownik wydziału personalnego KW PPR Julian Lewin, zastępca szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego Albert Grynbaum, dowódca oddziału wojskowego, wysłanego na Planty w celu pomocy mordowanym Żydom – major Konieczny, szef wydziału personalnego WUBP – Marian Kwaśniewski[37].

Co bardzo istotne, ówczesne społeczeństwo miało świadomość, że Żydzi są w dużej mierze odpowiedzialni za aresztowania Polaków, w tym żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego, za ich prześladowanie, deportację w głąb ZSRR, tortury i śmierć. Wchodzili w skład takich struktur, jak: UB, ORMO, MB, MO. Tworzyli oni różnego rodzaju siatki, zajmujące się donosicielstwem, poczynając od zakładów pracy, szkół, kościołów, na podziemiu niepodległościowym kończąc.

ROLA KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

O sytuacji społeczno-politycznej, jaka panowała w ówczesnej Polsce nie bali się mówić hierarchowie Kościoła katolickiego. 10 lipca 1946 roku prymas Polski, kardynał Hlond, zabierając głos w sprawie pogromu w Kielcach, przypomniał, że Polacy w czasie II wojny światowej, z narażeniem życia, ratowali Żydów, którzy po 1945 roku odpłacili się im współpracą z komunistami[38]. W oświadczeniu złożonym amerykańskim dziennikarzom 11 lipca 1946 roku oznajmił ponadto, że Kościół katolicki potępia wszelkiego rodzaju morderstwa – zarówno te dokonywane na Żydach, jak i na Polakach, dobitnie podkreślając, że w Polsce ginie nieporównanie więcej Polaków niż Żydów. Jest to efekt narzucania niechcianych przez społeczeństwo polskie form ustrojowych, w czym Żydzi aktywnie uczestniczą[39]. Podobnego zdania był biskup lubelski, Stefan Wyszyński, który przekonywał, że postawa Żydów w życiu politycznym, objawiająca się próbami narzucenia Polakom ustroju komunistycznego, wpływa niekorzystnie na ich stosunki z Polakami. Wskazał, że w Polsce mordowani są nie tylko Żydzi, ale przede wszystkim Polacy, którzy umierają w więzieniach[40].

Dzięki kardynałowi Hlondowi świat obiegła informacja, że Żydzi współpracują z komunistami przy zaprowadzaniu w Polsce ustroju, którego społeczeństwo nie chce, że zajmują intratne stanowiska w państwie oraz cieszą się licznymi przywilejami. Opinia międzynarodowa dowiedziała się również o mordowaniu Polaków w Polsce, których, jak zaznaczył kardynał Hlond, również należałoby żałować. Media reżimowe przypuściły wówczas zmasowany atak propagandowy na Kościół katolicki, uznając za winnych pogromu biskupa Kaczmarka i prymasa Hlonda[41]

Kwestię mordowania Polaków w ich własnym kraju biskup Kaczmarek porusza również w swoim raporcie. Zarzuca prasie milczenie na ten temat. Przypomina, że ludziom, którzy dokonują tych morderstw, nikt procesu nie wytacza, nikt też nie wspomina, nie tyle o zabijaniu Żydów, co o: „mordowaniu tych tysięcy Polaków, po śmierci których nie urządza się śledztwa i wspaniałych procesów sądowych, o których nie mówi się przez wszystkie radia i o których nie piszą dzienniki całego świata”[42].

Wracając do sprawy samego pogromu, biskup Kaczmarek podkreśla, że władza nie zgodziła się na opublikowanie odezwy potępiającej pogrom, jaką przygotowała Kuria kielecka wraz z przedstawicielami miasta 5 lipca 1946 r., celem uspokojenia nastrojów w Kielcach. Akceptacji ze strony rządowej nie uzyskała również kolejna odezwa wystosowana przez Kurię kielecką, którą ostatecznie odczytano z ambon w kościołach diecezji, w niedzielę 7 lipca[43].

Fakt ignorowania przez władzę kolejnych prób potępienia zbrodniczych wydarzeń, jakie miały miejsce w Kielcach 4 lipca 1946 roku zmusza do refleksji. Z dużym prawdopodobieństwem można wysnuć wniosek, że forma tych wystąpień władzy nie satysfakcjonowała. Biskup Kaczmarek dobrze zdawał sobie sprawę z tego faktu, gdyż wyjaśnia na kartach raportu, że przedstawiciele Kościoła katolickiego w Polsce nie mogą potępić olbrzymiej niechęci większości społeczeństwa do Żydów, a Żydom jedynie współczuć, kiedy to oni zabijają Polaków w katowniach i pomagają narzucić ustrój, którego naród w większości nie akceptuje. W związku z tym, nie można było jednoznacznie określić Polaków jako winnych, jako morderców Żydów, a Żydów uznać za niewinnych, skoro polska rzeczywistość wskazywała na coś przeciwnego. Z tego powodu przedstawiciele Kościoła katolickiego potępili jedynie sam pogrom, jak i wszelkie odruchy zabijania bliźniego, czy to Żyda, czy Polaka: „Ogromna większość Żydów w Polsce, jak już mówiliśmy wyżej, szerzy gorliwie komunizm, pracuje w osławionych urzędach bezpieczeństwa, dokonuje aresztowań, pastwi się nad aresztowanymi i zabija ich, a za to spotyka się z niechęcią społeczeństwa, które komunizmu nie chce, a metod Gestapo ma już dosyć. I oto Kościół, stosownie do życzenia prasy rządowej, ma uroczyście ogłosić, że ta niechęć społeczeństwa jest nieuzasadniona, że postępowanie Żydów jest całkiem niewinne, że winni są tylko Polacy, którzy się na nich oburzają”[44].

PLANTY 7

Z raportu dowiadujemy się, że wielu Żydów przebywających w Kielcach nie pochodziło z Kielc. Dom na Plantach 7 zamieszkany był głównie przez Żydów przybyłych z ZSRR[45], którzy się ciągle zmieniali. Część z nich załatwiała w Kielcach swoje sprawy, inni czekali na wyjazd do Palestyny. Szacuje się, że w ówczesnym czasie przebywały w nim 163 osoby. Z kolei, kieleccy Żydzi mieszkali w innych częściach miasta[46].

RAPORT – HENIO BŁASZCZYK

W raporcie biskup stara się odtworzyć przebieg zajść na Plantach 4 lipca 1946 roku. Przeprowadzone śledztwo nie dało jednak odpowiedzi, jak dokładnie do nich doszło. Ustalono, że początki wydarzenia łączą się z osobą zaledwie 8-letniego chłopca, Henryka Błaszczyka[47]. Mały Henio nie został w ogóle przesłuchany podczas procesu sądowego (8 lipca 1946 roku), mimo że był postacią kluczową. Biskup wskazuje to jako dowód podważający ustalenia procesu, z aktem oskarżenia włącznie. Jego zdaniem, wygląda to tak, jakby obawiano się, że małe dziecko mogło przekazać jakieś niewygodne informacje[48]. Niestety, do tej pory nie udało się wyjaśnić tej kwestii do końca. Nie dokonali tego księża przygotowujący raport we współpracy z ówczesnym prokuratorem Wrzeszczem,  nie ustaliła tego prasa, ani historycy…, mimo że ci ostatni dysponują obecnie o wiele bogatszym materiałem źródłowym oraz wywiadem z dorosłym Henrykiem Błaszczykiem, który przez lata, w obawie o swoje życie, nie opowiadał tej historii.

Zrodziło się kilka wersji zniknięcia chłopca 1 lipca 1946 roku. Według jednej miał udać się do wsi Pielaki i pozostać w tym miejscu przez kilka dni. Zawieźć miał go tam nieznany mężczyzna. Zgodnie z inną był przetrzymywany przez Antoniego Pasowskiego i uczony wersji o porwaniu przez Żydów[49].

W wywiadzie po latach, Błaszyk utrzymuje, że przebywał we wsi Pielaki. Zadziwiające jest to, że w ogóle nie pamięta jak wrócił do Kielc… mimo że całkiem dokładnie potrafił opisać wygląd śledczego, zapamiętując taki szczegół jak wąsy. Niemniej, oczywiste jest, że mały chłopiec nie mógł sam wymyśleć tak zgrabnej historyjki o porwaniu[50].

Dosyć kontrawersyjna jest również postać jego ojca, Walentego Błaszczyka, o którym wiadomo, że utrzymywał kontakty z funkcjonariuszami Urzędu Bezpieczeństwa, a jego bratanica poślubiła jednego z funkcjonariuszy UB[51].

Dla biskupa Kaczmarka miejsce przetrzymywania chłopca (Pielaki czy Kielce) nie było w tej sprawie istotne. Jego zdaniem podczas przetrzymywania wyuczono go kłamstwa o porwaniu przez Żydów[52]. Z kolei, brak zdecydowanej reakcji  ze strony funkcjonariuszy milicji i UB w celu powstrzymania mordowania Żydów sugeruje, że takie otrzymali rozkazy[53].

Wersję przetrzymywania małego Henia Błaszczyka przez Antoniego Pasowskiego raport biskupa Kaczmarka również przytacza. Wg ustaleń ordynariusza kieleckiego Pasowski był Żydem[54]. Ks. Śledzianowski nie podziela tej opinii, powołując się na akt chrztu jego dziecka, co jednak sprawy pochodzenia Pasowskiego do końca nie przesądza. Na uwagę zasługuje fakt, że podobnie jak Henio, nie był on obecny na procesie, a wątek związany z jego osobą szybko wyciszono[55].

RAPORT – ŻYDZI JAKO ORGANIZATORZY POGROMU W KIELCACH

W swoim raporcie biskup Kaczmarek odważył się na postawienie tezy, że to Żydzi na Żydów zorganizowali pogrom, aby zmusić ich do wyjazdu do Palestyny, a Wielką Brytanię skłonić do przekazania w całości tych terenów pod władanie narodu żydowskiego celem zbudowania silnego państwa Izrael[56]. Wówczas czekały tam na nich liczne niebezpieczeństwa, dlatego Żydzi nie byli skłonni do wyjazdów z Europy.

Z jednej strony słowa biskupa mogą być dowodem na obecność w ówczesnym czasie silnego antysemityzmu zarówno w instytucji Kościoła, jak i w społeczeństwie polskim. Patrząc jednak z drugiej strony, można dojść do przekonania, że rozumowanie sufragana nie było pozbawione podstaw, o czym świadczy nie tylko początek zajść, ale i sam przebieg, który zostanie później szerzej omówiony.

Aby wzmocnić bardziej swoją argumentację, biskup Kaczmarek przytacza jako przykład zamach na Hotel Króla Dawida w Jerozolimie z 22 lipca 1946 r., którego dokonali żydowscy terroryści. Przypomina także, że motyw pogromu wykorzystywany był przez Żydów, chcących opuścić Europę, aby udać się do Palestyny[57].

Odpowiedzialność za wydarzenia na Plantach, zdaniem sufragana, ponosi Urząd Bezpieczeństwa, a większość kadry kierowniczej tej instytucji była obsadzona Żydami. Świadomość ta była w społeczeństwie polskim bardzo żywa, inaczej niż obecnie. Hipoteza biskupa, mimo iż szokująca, nie wydaje się bezzasadna z jeszcze innego względu – konsekwencje pogromu zbiegły się z przewidywaniami biskupa Kaczmarka – Polskę opuściło w ciągu dwóch miesięcy aż 63 000 Żydów, a w następnych latach wyjechali kolejni[58].

Pogromy organizowano nie tylko w Polsce, ale też w innych częściach Europy. Wystąpienia antyżydowskie wstrząsnęły również Słowacją (Velke Topolcany, Chinorany, Krasno nad Nidą, Nedanovce) i Węgrami (Ozd, Sajószentpeter, Kunmadaras, Miskolc)[59]. W Polsce akcje antyżydowskie o znamionach intrygi politycznej miały miejsce w Rzeszowie (czerwiec 1945 r.), w Krakowie (sierpień 1945 r.). W Lublinie (październik 1945 r.), we Włocławku i Częstochowie (czerwiec 1946 r.) pogromy nie doszły do skutku[60].

Próba wyjaśnienia prawdziwej przyczyny wydarzeń kieleckich z 4 lipca 1946 roku zmusza do przyjęcia hipotezy o celowej jej prowokacji. Przemawiały za nią skutki polityczne pogromu. Raport biskupa Kaczmarka sugeruje, że Żydzi Żydom zgotowali ten los, a więc opowiada się za wyjaśnieniem, że to siły syjonistyczne, zainteresowane stworzeniem silnego państwa Izrael, brutalną metodą, jaką jest pogrom, skłoniły tysiące współbraci do zasiedlenia Palestyny. Parafrazując słowa S.D. Zagórskiego, pracownika ambasady USA, autora memorandum skierowanego do Artura Bliss Lane’a, pogrom został zaaranżowany przez „pewne czynniki żydowskie”, które współpracując z Urzędem Bezpieczeństwa przeprowadziły go, aby zorganizować masową emigrację Żydów, a jednocześnie pokazać, jak niebezpieczna i antysemicka jest Polska, na czele z jej reakcyjnym Kościołem[61]. Z kolei, prymas Hlond, w liście do papieża tłumaczył, że „Kościół potępiając sam czyn, nie zamierzał przysłużyć się polityce sowieckiej, której jednym z celów było niekonwencjonalne zachęcenie Żydów do opuszczenia Polski i zasiedlenia Palestyny”[62].

W taki oto sposób dochodzimy do innej teorii, która wskazuje na tajne służby ZSRR jako na inspiratora tragedii na Plantach. Komuniści mieli być zainteresowani stworzeniem przyjaznego, socjalistycznego państwa Izrael, jednocześnie uszczuplając nieco liczbę Żydów w strukturach partii w Europie[63].  Dowodem potwierdzającym słuszność tej teorii miała być obecność podczas pogromu wysokiego rangą oficera wywiadu sowieckiego – Diomina[64].  Znamienny jest fakt, że raport biskupa Kaczmarka w ogóle nie rozważa takiej możliwości, nawet się do niej nie odnosi. Można jedynie przypuszczać, że silne wpływy żydowskie w strukturach komunistycznych, czyniły takie wyjaśnienie, w ocenie biskupa Kaczmarka, mało prawdopodobne, ewentualnie współpraca syjonistów i komunistów wydawała się w tej kwestii bezdyskusyjna i nie należało dzielić ról. Potwierdzeniem tego rozumowania jest fragment listu prymasa Hlonda do Sekretariatu Stanu z listopada 1946 roku, w którym po raz kolejny wyjaśnia stanowisko, jakie zajęli biskupi polscy odnośnie pogromu z 4 lipca 1946 roku: „…Nie mogło podobać się też międzynarodowym organizacjom żydowskim, ponieważ przeszkadzało ich planom wykorzystania domniemanego rasizmu Polaków, którego potwierdzenie chętnie widziałyby w oświadczeniach Episkopatu, bowiem byłoby to dla nich cennym argumentem w walce o sprawę izraelską, potajemnie związaną z sojuszem z Kremlem, w której niesłusznie upatrują ostatniej nadziei dla politycznego umocnienia pozycji Żydów”[65].

RAPORT – PRZEBIEG ZAJŚĆ

Przebieg zajść na Plantach 4 lipca 1946 roku, jak i proces oskarżonych o udział w pogromie skłaniają do dalszego pochylenia się nad tym tematem.

Raport przytacza oficjalną wersję zdarzeń, podawaną przez prasę, która głosiła, że wysłano kilku milicjantów celem sprawdzenia prawdomówności Henryka Błaszczyka. Mimo że nic nie potwierdzało wersji porwania chłopca przez Żydów, tłum przystąpił do mordowania mieszkańców przy ulicy Planty 7.

Z łatwością przychodzi biskupowi wytknięcie słabości oficjalnej wersji zdarzeń, ponieważ milicja nie wskazała sposobu ustalenia prawdomówności dziecka – np. nie podała, czy Żydzi mieszkający w tej kamienicy zostali przesłuchani, czy sprawdzono budynek. Nie wyjaśniono także, jak to się stało, że milicjantom nie udało się powstrzymać tłumu, co było możliwe zwłaszcza na schodach budynku, gdzie ilość osób, z uwagi na brak miejsca, była mocno ograniczona[66].

Istotną kwestią, jak się wydaje, jest ustalanie, ile osób składało się na „tłum”. Biskup Kaczmarek w swoim raporcie nie uściśla tej liczby, podaje tylko informację, że „tłum gęstniał”[67]. Natomiast, komunistyczna propaganda zwiększała jego liczebność, zapewne aby tym faktem usprawiedliwić niemoc funkcjonariuszy w jego opanowaniu. Istnienie „20-tysięcznego tłumu” zanegował ks. Śledzianowski, słusznie zauważając, że Kielce w 1946 roku liczyły zaledwie 50 000 mieszkańców. Pół miasta musiałoby porzucić na ten czas miejsca pracy, zamieszkania i udać się na Planty, aby mordować Żydów[68]. Co więcej, tyle osób nikt nie dałby rady tam upchać. Zdaniem sędziego Andrzeja Jankowskiego, dyrektora Okręgowej Komisji ds. Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Kielcach, przy budynku na Plantach 7 mogłoby zmieścić się maksymalnie 500 osób[69]. Zdaniem tego sędziego, tłum podczas pogromu nie przekraczał 300 osób, a w 90 % składał się gapiów. Reszta, jego zdaniem, to byli prowokatorzy[70] Istnieją na przykład przekazy, zgodnie z którymi do bicia Żydów aktywnie nawoływała żona jednego z najważniejszych działaczy kieleckiej PPR[71].

W kamienicy zamieszkiwało wówczas około 163 Żydów, z czego zginęło 39, a około 40 zostało rannych. Biorąc pod uwagę te dane, gdyby mordował 20-tysięczny tłum, a nawet mniejszy, składający się z 300 osób, którzy w sposób pełny braliby udział w akcji, wówczas nikt by nie przeżył, a proces związany z zabijaniem, nie trwałyby nieomal cały dzień.

Wg raportu biskupa Kaczmarka właściwy początek zajść miał miejsce około 10.00 rano. Milicja domagała się otwarcia drzwi na pierwszym piętrze budynku. Żydzi odmawiając, deklarowali, że otworzą tylko na rozkaz Urzędu Bezpieczeństwa, czyli organizacji kierowanej głównie przez Żydów. Stanowisko, jakie zajęli wzmogło tylko nieprzychylne nastroje, w wyniku czego w kierunku kamienicy posypały się kamienie. W celu uspokojenia zebranych, jeden z policjantów strzelił z pistoletu w górę, ale trafiając w gzyms, który się oderwał, spotęgował zamieszanie. W tym samym czasie z budynku oddano strzały[72]. Stało się to po wywarzeniu drzwi na pierwszym piętrze, których jak wiadomo Żydzi nie chcieli otworzyć. Zginął oficer, a kilka osób zostało rannych. Tłum na chwilę się rozbiegł, ale powrócił.

Na uwagę zasługuje fakt, że biskup Kaczmarek zanotował w swoim raporcie, że „ktoś z tłumu w cywilnym ubraniu rzucił z ulicy kamieniem w szybę mieszkania żydowskiego, a za tym posypały się inne kamienie”[73]. Z przytoczonej wypowiedzi wynikałoby, że biskup podejrzewał, że wśród zebranych znajdowali się prowokatorzy, ubrani po cywilnemu funkcjonariusze, którzy podsycali atmosferę nienawiści do Żydów.

Ordynariusz kielecki zauważa, że gdyby nie strzały, to sytuację można by było opanować. Oddanie strzałów z broni palnej spowodowało podobną odpowiedź ze strony milicji. Ludzi przybywało. Na miejscu zdarzenia pojawili się również funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa, jednak mimo eskalacji zamieszek, nie podjęli oni działań zmierzających do uspokojenia nastrojów.

Nie jest do końca jasne, kto pierwszy oddał strzały. Z zeznań Hanki Alpert wynika, że kilku żołnierzy, znajdujących się w budynku na Plantach 7 zdjęło mundury i z okien zaczęli strzelać do stojącej ludności[74].

Faktem jest, że pierwszymi ofiarami zajść na Plantach byli Polacy, niezależnie od tego kto oddał strzały, Żydzi czy prowokatorzy ubrani po cywilu. Warto przy okazji zaznaczyć, że w Polsce wówczas nie wolno było posiadać broni, groziła za to kara śmierci. Broń posiadali tylko funkcjonariusze milicji, UB, wojskowi czy członkowie PPR. Niektórzy Żydzi również legitymowali się odpowiednim pozwoleniem. Jeżeli nawet odrzucić wersję prowokacji, wówczas wynika, że to Żydzi zaczęli pierwsi zabijać Polaków. Z kolei, jeżeli to nie oni pierwsi oddali strzały (tłum nie mógł tego zrobić), wówczas wersja o prowokacji ze strony służb wydaje się być potwierdzona.

Zgodnie z relacją świadków, Żydów mordowali milicjanci, wojskowi i niektórzy z tłumu. Ponownie oddając głos Hance Alpert, dowiadujemy się, że funkcjonariusze bili Żydów kolbami, wyrzucali ich przez okno, strzelali, wyciągali z kamienicy na pastwę agresywnej części zebranego tłumu[75].

Akcja zabijania Żydów trwała kilka godzin ponieważ ofiary, aby ocalić życie, barykadowały się w swoich mieszkaniach. Przerwana, wkrótce została wznowiona, około 14.00. Na miejsce przybyli wówczas robotnicy z fabryki Ludwików (dzisiejsza SHL-ka), oddalonej od Plant około kilometra.

To co zdumiewało biskupa Kaczmarka, to fakt, że tłum ludzi, niepokojony przez nikogo, zmierzał w kierunku miejsca, w którym tego dnia dokonano wielu morderstw. Wraz z przybyciem robotników z fabryki Ludwików zabijanie Żydów rozpoczęło się na nowo. Po 15.00  rozeszli się, atakując jeszcze napotkanych po drodze[76].

Zdaniem biskupa Kaczmarka pracownicy huty Ludwików, którzy opuścili zakład, udając się na Planty, aby kontynuować mordowanie Żydów, byli powiązani z partiami rządzącymi – PPR i PPS[77]. Sufragan nie podaje ich liczby, ale propaganda komunistyczna zadbała o jej zawyżenie, sugerując, że fabrykę opuściło aż 600 pracowników. Ks. Śledzianowski ustalił ich liczbę na 50-70 osób[78]. Świadkowie potwierdzili także przynależność lub powiązania tych pracowników z partią komunistyczną. Fakt ten zdaje się potwierdzać również brak konsekwencji ze strony władzy w stosunku do uczestników tego krwawego pochodu. Udało się również ustalić, że z czasem zaczęto zacierać ślady związane z wyjściem części zatrudnionych w fabryce na ulicę Planty 4 lipca 1946 roku[79].

RAPORT – PROCES OSKARŻONYCH O UDZIAŁ W ZAJŚCIACH NA PLANTACH

Wyjaśnień domagają się również liczne nieprawidłowości związane procesem oskarżonych o zabijanie Żydów na Plantach, ponieważ procedura sądowa, zdaniem biskupa Kaczmarka, na wiele sposobów pogwałciła prawo sądowe obowiązujące w Polsce.

Z raportu wynika, że z dwunastu osób, którym postawiono zarzuty, jedynie sześciu brało udział w zajściach. Razi nie tylko fakt niejako losowego doboru oskarżonych, ale dysproporcja w stosunku do liczby ofiar – 39 zabitych Żydów, 40 rannych. Biskup Kaczmarek ujął to w celnym komentarzu: „Prokurator rządowy jednak inaczej postąpić nie mógł, gdyż istotnie spośród osób cywilnych zabijających Żydów było niewielu, 2/3 Żydów wymordowali i poranili milicjanci, żołnierze i robotnicy, a tych jako ludzi rządowych do odpowiedzialności prokurator pociągnąć nie chciał”[80].

W celu zwiększenia liczby oskarżonych, biskup informuje, że do sprawy pogromu włączono bandycki napad na Żydów, który miał miejsce w innym miejscu (Cedzynie), a jego cel był czysto rabunkowy. Milicjant Mazur wraz z towarzyszami napadł na trójkę Żydów, aby ich okraść. W wyniku bandyckiego napadu Regina Fisch i jej małe dziecko zostali zamordowani[81].

Nie tylko dobór oskarżonych budzi poważne wątpliwości. Zastrzeżenia można wnosić również co do rodzaju sądu – Sąd Wojskowy. Taki sąd nie rozstrzygał spraw osób cywilnych, ani spraw w pierwszej instancji, chyba że sprawa dotyczyła przestępstw popełnionych przez wojskowych. Zdaniem biskupa Kaczmarka, władza chciała w ten sposób zapewnić sobie odpowiedni dobór sędziów. Ów doborowy skład wyglądał następująco: Marian Bartoń, Antoni Łukasik i Stanisław Baraniuk[82].

To jednak nie koniec nieścisłości, jakie wylicza w raporcie biskup Kaczmarek. Od sprawy odsunięto miejscowego prokuratora Wrzeszcza, którego o wydarzeniach na Plantach, jak wiadomo, nie poinformowano w ogóle. Przysłano specjalnie prokuratora Sądu Najwyższego majora Szponderskiego, który przed sądem oskarżał oskarżonych razem z miejscowym prokuratorem wojskowym Żydem Golczewskim[83].

Skoro sąd rozstrzygający sprawę był wojskowy, sędziowie i prokurator również, to można się było spodziewać tego samego po obronie. Tymczasem tylko dwóch na pięciu adwokatów było kompetentnych do występowania przed sądem wojskowym. Zastrzeżenia budzi fakt, że o sprawie dowiedzieli się 8 lipca po południu, a rozprawa miała odbyć się następnego dnia o 9.00 rano. Tak więc nie otrzymali wystarczającej ilości czasu na zapoznanie się ze sprawą, ani na przygotowanie linii obrony. Z oskarżonymi mogli zobaczyć się dopiero na godzinę przez rozpoczęciem procesu. Akt oskarżenia poznali również dopiero wtedy, mimo że nawet sąd wojskowy wyznaczał na to czas do pięciu dni. Biskup informuje, że sami oskarżeni wyrazili zgodę na maksymalne skrócenie tego okresu, jednak powątpiewa w dobrowolną, nieprzymuszoną decyzję oskarżonych. Ordynariusz kielecki sugeruje wręcz, że oskarżeni byli poddawani torturom w celu wymuszenia na nich obciążających zeznań.: „Prawie wszyscy mieli wygląd ludzi przestraszonych, jeden z nich powiedział, że go bito w więzieniu, innemu, który chciał odwołać zeznania uczynione w śledztwie, prokurator groził, że spotka go…  –  choć zorientowawszy się, że posunął się za daleko, nie dokończył zdania”[84].

11 lipca 1946 roku Sąd Najwyższy Wojskowy skazał 9 oskarżonych na karę śmierci. Wyroki wykonano 12 lipca[85]. Troje spośród oskarżonych skazano na kary pozbawienia wolności[86].

W opinii biskupa Kaczmarka, sąd nie próbował ustalić prawdy, ale dążył do skazania oskarżonych, a nawet próbował ukryć prawdę, nie chcąc dopuścić do ujawnienia niewygodnych faktów, m.in. że sprawcami morderstw byli ci, których nie postawiono w stan oskarżenia, milicjanci, żołnierze i robotnicy, słowem osoby powiązane z partią komunistyczną. „Ponieważ ujawnienie prawdy – odnotował w swym memorandum Zagórski – skompromitowałoby rząd w oczach ludności i zagranicy, procedura sądowa musiała ukryć wiele szczegółów, gdyż prasa i rząd, wg raportu, zaaranżowały wcześniej wszystkie szczegóły”[87].

Zakłamanie towarzyszące sprawie pogromu skłoniło społeczeństwo polskie, a przede wszystkim kieleckie, do podejmowania prób wyjaśnienia tego przykrego wydarzenia. Wprawdzie, jak podkreśla biskup, nie można było o tym pisać, ale pytania wciąż zadawano i starano się uzyskać na nie odpowiedzi.

W świetle raportu biskupa Kaczmarka pogrom jawi się jako prowokacja, co sufragan starał się udowodnić, omawiając szczegółowo wszelkie nieprawidłowości związane zarówno z początkiem oraz przebiegiem zajść, jak i z procesem sądowym. Winę za wydarzenia w Kielcach z 4 lipca 1946 roku przypisał nie tyle samym komunistom co przede wszystkim Żydom, którzy w strukturach władzy komunistycznej posiadali wyraźną nadreprezentację. Motywem przyświecającym ich działaniom miała być chęć budowy państwa Izrael, które chcieli zasiedlić.

Warto przytoczyć opinię, jaką w memorandum dla ambasadora Artura Bliss Lane’a sporządził pracownik ambasady USA, S.D. Zagórski, ponieważ potwierdza ona informacje przekazane przez zespół biskupa Kaczmarka, dowodząc jego rzetelności i prawdziwości: „Dokument ten ukazuje całkowicie odmienny obraz wydarzeń, okoliczności, jakie do nich doprowadziły i ich następstw niż prasa polska. Przedstawiony obraz jest zbliżony do tego, jaki p. Dillon i ja poznaliśmy podczas naszej wizyty w tym mieście w sobotę po wydarzeniach, co opisaliśmy w oddzielnym memorandum. Przedstawiony dokument zawiera znacznie więcej szczegółów i opisuje wypadki prowadzące do incydentu, sam incydent oraz następstwa krok po kroku z datami, nazwiskami i miejscami, jednak nie zmienia informacji zdobytych przez nas”[88].

Znamienny jest fakt, że trzech hierarchów Kościoła katolickiego, którzy nagłośnili rolę, jaką Żydzi pełnili w powojennej Polsce, którzy poinformowali o mordowaniu Polaków w ich własnym kraju oraz demaskowali plan zasiedlenia powstającego państwa Izrael, spotkało się z ostracyzmem ze strony komunistów, społeczności żydowskiej oraz opinii międzynarodowej. Wprawdzie kardynał Hlond zmarł w niedługim czasie po pogromie, ale prasa zarówno komunistyczna, jak i żydowska nieraz udowodniła, że o nim pamięta. Po zakończeniu procesu biskupa Kaczmarka w mediach zagranicznych Żydzi przywołali postać nieżyjącego od wielu lat prymasa, wprost oskarżając go o antysemityzm, podobnie zresztą jak ordynariusza diecezji kieleckiej oraz kardynała Wyszyńskiego[89]. Nowy prymas (w czasie pogromu biskup lubelski), który wypowiadał się na temat pogromu i sytuacji społeczno-politycznej w kraju w podobnym tonie, co pozostali hierarchowie, został po zakończeniu procesu ordynariusza diecezji kieleckiej aresztowany i internowany, po tym, jak nie zgodził się potępić skazanego sufragana.

Okres od czasu aresztowania biskupa Kaczmarka do jego procesu wynosił 2 lata i 8 miesięcy. Był to czas jego całkowitej izolacji. Poddawano go licznym torturom, m.in.: przesłuchiwano nocami, po czym uniemożliwiano odsypianie, zanurzano po szyję w ludzkich odchodach, podawano niskowartościowe pożywienie przez co wypadło mu cześć zębów i zachorował na szkorbut. Znamienny jest fakt, że sprawa pogromu kieleckiego, w związku z którym prowadzono śledztwo przeciwko niemu, w czasie procesu objęta została milczeniem[90]. Z kolei wyrok 12 lat więzienia za „udowodnioną” działalność szpiegowską i antypaństwową, to kara relatywnie łagodna. Wydaje się, że aresztowanie, uwięzienie i postawienie biskupa przed sądem miało na celu upodlenie jego osoby, zohydzenie, zdyskredytowanie i upokorzenie go w oczach społeczeństwa. Przeprowadzone śledztwo i poszukiwania dokumentów związanych z pogromem wskazywałoby na zemstę ze strony reżimu za przygotowanie raportu na temat wydarzeń, jakie rozegrały się na Plantach 4 lipca 1946 roku, oraz za przekazanie go opinii światowej (za pośrednictwem Artura Bliss Lane’a). Biskup Czesław Kaczmarek, w swoim liście do kardynała Wyszyńskiego z 12 marca 1957 roku, faktycznie wskazał pogrom kielecki jako przyczynę swojego aresztowania i procesu: „Jeśli natomiast prześladowanie diecezji kieleckiej jest zemstą za pogrom Żydów w Kielcach, o który wielokrotnie mnie indagowano, to należy podkreślić, że dotychczas okoliczności tego pogromu nie zostały z jakimś względów wyświetlone…”[91]

Bożena Janda

 

[1] J. Śledzianowski, Ksiądz Czesław Kaczmarek Biskup Kielecki 1895-1963, Kielce 2008,  s. 215-223.

[2] Proces wolbromski – jeden z najgłośniejszych procesów lat stalinowskich, odbył się w dniach 16-18 i 20 stycznia 1951 roku, poprzedzony dziewięciomiesięcznym śledztwem. Uzasadnienie wyroku wskazywało na dążenie do zmiany przemocą ustroju Polski Ludowej i podżegania do zabójstwa 14-letniego chłopca, Waldemara Grabińskiego. W wyniku procesu 3 osoby zostały skazane na karę śmierci, 5 osób na dożywotnie więzienie, a 46 osób otrzymało karę pozbawienia wolności do lat 15. Wśród oskarżonych znalazło się dwóch duchownych z parafii wolbromskiej, ks. proboszcz dr Piotr Oborski i wikary Zbigniew Gadomski. Obaj otrzymali dożywocie, przy czym ks. Oborski zmarł w więzieniu w Rawiczu po roku odbywania kary. Biskup Czesław Kaczmarek, zwierzchnik pojmanych księży, po zapoznaniu się ze sprawą, odmówił ich potępienia.

[3] I. Machowska, Wokół procesu biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka. Wspomnienia nazaretanki s. Izabelli Machowskiej, oprac. Tomasz Domański, s. Danuta Kozieł CSFN, Kielce 2013, s. 10-11.

[4] Proces księdza biskupa Kaczmarka i innych członków ośrodka antypaństwowego i antyludowego, Stenogram procesu odbytego przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie w dniach 14 IX – 21 IX 1953 roku, Warszawa 1953,  s. 28-30.

[5] I. Machowska, Wokół procesu… , s. 13.

[6] J. Śledzianowski, Ksiądz Czesław Kaczmarek… , s. 204-210.

[7] J. Śledzianowski, Pytania nad pogromem kieleckim, Kielce 1998, s. 173.

[8] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka przekazany ambasadorowi USA w Warszawie Arthurowi Bliss Lane’owi [Kielce,  IX 1946 r.] [w:] „Wokół pogromu kieleckiego”, red. Ł. Kamiński, J. Żaryn, Warszawa 2006, s. 185.

[9] J. Śledzianowski, Ksiądz Czesław Kaczmarek… , s. 167.

[10] J. Śledzianowski, Pytania nad… , s. 173.

[11] Tamże,  s. 75.

[12] J. R. Nowak, „Nasz Dziennik” nr 150 (2560) z 29 czerwca 2008 roku, [w:] „Wokół pogromu kieleckiego”, t. II, red. L. Bukowski, A. Jankowski, J. Żaryn, Warszawa 2008,  s. 48.

[13] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… ,  s 185.

[14] J. Śledzianowski, Pytania nad… , s. 141.

[15] J. Żurek, Ofiary „pogromu kieleckiego”, [w:] „Wokół pogromu kieleckiego”, t. II, red. L. Bukowski, A. Jankowski, J. Żaryn, Warszawa 2008, s. 170-171.

[16] T. Wiącek, Zabić Żyda. Kulisy i tajemnice pogromu kieleckiego 1946,  Kraków 1992,  s. 88.

[17] J. Żurek, Ofiary… , s. 170-171.

[18] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 185.

[19] Tamże, s. 186.

[20] R. Kuśnierz, Pogrom kielecki na łamach prasy w Polsce, [w:] „Wokół pogromu kieleckiego”, t. II, red. L. Bukowski, A. Jankowski, J. Żaryn, Warszawa 2008, s. 312; K. Kersten, Polityczny i propagandowy obraz zbrojnego podziemia w latach 1945-1947 w świetle prasy komunistycznej [w:] „Wojna domowa, czy nowa okupacja? Polska po roku 1944”,  red. A. Ajnenkiel, Warszawa 2001, s. 169-179.

[21] R. Kuśnierz, Pogrom kielecki… , 137.

[22] R. Śmietanka-Kruszelnicki, Pogrom w Kielcach – podziemie w roli oskarżonego, [w:] „Wokół pogromu kieleckiego”, red. Ł. Kamiński, J. Żaryn, Warszawa 2006,  s. 27-28.

[23] R. Kuśnierz, Pogrom kielecki… , s. 137.

[24] Tamże,  s. 141.

[25] J. Śledzianowski, Pytania nad… , 115-116.

[26] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 186.

[27] J. Śledzianowski, Pytania nad… , s. 45-46; R. Śmietanka-Kruszelnicki, Tłum na ulicy Planty – wokół niewyjaśnionych okoliczności genezy i przebiegu pogromu Żydów w Kielcach 4 lipca 1946 roku, [w:] „Wokół pogromu kieleckiego”, t. II,  red. L. Bukowski, A. Jankowski, J. Żaryn, Warszawa 2008, s. 110.

[28] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 186.

[29] Tamże,  s. 187.

[30] R. Śmietanka-Kruszelnicki, Tłum na ulicy Planty… , s. 109.

[31] J. Śledzianowski, Pytania nad… , s. 88

[32] M. Zaremba, Pogrom kielecki nie był ubecką prowokacją (wywiad), http://dzieje.pl/aktualnosci/prof-marcin-zaremba-pogrom-kielecki-nie-byl-ubecka-prowokacja.

[33] B. Szaynok, Spory o pogrom kielecki, [w:] „Wokół pogromu kieleckiego”, red. Ł. Kamiński, J. Żaryn, Warszawa  2006,  s. 117.

[34] B. Szaynok, Spory… , s. 118.

[35] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 186.

[36] P. Gontarczyk, Żydzi w bezpiece, http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/858228.

[37] J. R. Nowak, Nasz Dziennik nr 145 (2555) 23 czerwca 2006, [w:] „Wokół pogromu kieleckiego”, t. II, red. L. Bukowski, A. Jankowski, J. Żaryn, Warszawa 2008, s. 450-451.

[38] J. Żaryn, Hierarchia Kościoła katolickiego wobec relacji polsko-żydowskich w latach 1945-147, [w:] „Wokół pogromu kieleckiego”, red. Ł. Kamiński, J. Żaryn, Warszawa 2006,  s. 102.

[39] Oświadczenie kardynała Augusta Hlonda, Prymasa Polski, złożone wobec dziennikarzy amerykańskich w sprawie pogromu kieleckiego [Warszawa 11 VII 1946 r.], [w:] „Antyżydowskie wydarzenia kieleckie 4 lipca 1946 r. Dokumenty i materiały”, t. II, Kielce 1994, s. 117-118.

[40] Odpis sprawozdania z audiencji biskupa Stefana Wyszyńskiego ordynariusz lubelskiego delegacji Wojewódzkiego Komitetu Żydów w Lublinie [Warszawa, 10 X 1953 r.], [w:] „Antyżydowskie wydarzenia kieleckie 4 lipca 1946 r. Dokumenty i materiały”, t. II,  Kielce 1994,  s. 116.

[41] R. Kuśnierz, Pogrom kielecki…, s. 133.

[42] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 199.

[43] J. Śledzianowski, Pytania nad… , s. 157-161.

[44] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 199.

[45] Tamże, s. 187.

[46] J. Śledzianowski, Pytania nad…, s. 142; T. Wiącek, Zabić Żyda. Kulisy i tajemnice pogromu kieleckiego 1946, Kraków 1992, s. 67-68.

[47] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 190.

[48] Tamże, s. 190-191.

[49] R. Śmietanka-Kruszelnicki, Tłum na ulicy Planty… , s. 111.

[50] Tamże, s. 110.

[51] J. Śledzianowski, Pytania nad… , s. 37.

[52] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 191.

[53] Tamże, s. 191, 193.

[54] Tamże, s. 191.

[55] J. Śledzianowski, Pytania nad…, s. 37.

[56] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 191.

[57] Tamże, s. 191

[58] J. Żaryn, Hierarchia Kościoła… , s. 107.

[59] J.R. Nowak, Nasz Dziennik nr 147 (2557) z dnia 26 czerwca 2006 roku, [w:] „Wokół pogromu kieleckiego”, t. II, red. L. Bukowski, A. Jankowski, J. Żaryn, Warszawa 2008,  s. 458.

[60] M. Zaremba, Pogrom… (wywiad), http://dzieje.pl/aktualnosci/prof-marcin-zaremba-pogrom-kielecki-nie-byl-ubecka-prowokacja.

[61] Memorandum pracownika ambasady USA w Warszawie S.D. Zagórskiego z analizą raportu biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka [Warszawa, 6 IX 1946 r.], [w:] „Wokół pogromu kieleckiego”, red. Ł. Kamiński, J. Żaryn, Warszawa 2006, s. 203.

[62] J. Żaryn, Hierarchia Kościoła… , s. 105.

[63] Tamże, s. 108.

[64] T. Wiącek, Zabić Żyda… , s. 94.

[65] J. Żaryn, Hierarchia Kościoła… , s. 109.

[66] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 192.

[67] Tamże, s. 193.

[68] J. Śledzianowski, Pytania nad… , s. 99-100.

[69] J.R. Nowak, Nasz Dziennik nr 145 (2555) z dnia 23 czerwca 2006 roku, [w:] „Wokół pogromu kieleckiego”, t. II, red. L. Bukowski, A. Jankowski, J. Żaryn, Warszawa 2008, s. 448.

[70] J. Śledzianowski, Pytania nad… , s. 97.

[71] R. Śmietanka-Kruszelnicki, Tłum na ulicy Planty… , s. 114.

[72] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 192.

[73] Tamże, s. 192.

[74] R. Śmietanka-Kruszelnicki, Tłum na ulicy Planty… , s. 118.

[75] Tamże,  s. 118-119.

[76] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 193.

[77] Tamże, s. 193.

[78] J. Śledzianowski,  Pytania nad… , s. 105.

[79] Tamże,  s. 104-105.

[80] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 193-194.

[81] J. Śledzianowski, Pytania nad…, s. 60-61.

[82] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 194.

[83] Tamże, s. 194.

[84] Raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka… , s. 195.

[85] J. Śledzianowski, Pytania nad…. , s. 126; R. Śmietanka-Kruszelnicki, Pogrom w Kielcach – podziemie w roli oskarżonego, [w] „Wokół pogromu kieleckiego”, red. Ł. Kamiński, J. Żaryn, Warszawa 2006,  s. 46.

[86] J. Śledzianowski, Pytania nad… , s. 128.

[87] Memorandum pracownika ambasady USA w Warszawie S.D. Zagórskiego… , s. 203.

[88] Tamże.

[89] J. Śledzianowski, Pytania nad… , s. 184.

[90] Tamże, s. 181.

[91] Tamże.

Udostępnij
Kategoria
Czytaj także

Paweł Bielawski: Seks, seksualność i rodzina oczami archeofuturysty. Perspektywa Guillaume’a Faye’a

Nie ulega wątpliwości, że lewica narzuciła swój język w sferze seksualności i obyczajowości z nią związanej, np. „heteronormatywny”, „cis” itd. Prawica natomiast, pełna pruderii, wydaje się być w tej sytuacji zupełnie poza swoją strefą komfortu. Prawica lubi wypowiadać się o Kościele, religii, ale jak dochodzi do tematu seksu i seksualności, to wydaje się, że pełna zażenowania spogląda na księdza z nadzieją aprobaty i wstydzi się cokolwiek powiedzieć. Lewica natomiast, skwapliwie z tego korzysta, narzucając swoją narrację właściwie bez żadnego oporu, nie licząc okazjonalnych pomruków niezadowolenia z prawicowej strony.

„Komunizm jak i kapitalizm były dla Ottona Strassera systemami przesiąkniętymi egoizmem.” – wywiad z dr. Tomaszem Kosińskim, autorem pierwszej polskiej monografii o założycielu “Czarnego Frontu”.

Związek Sowiecki przed II wojną światową jak i po tej wojnie był traktowany przez Ottona Strassera jako zagrożenie dla Niemiec jak i Europy. Stąd promował ideę budowy zjednoczonej Europy jako przeciwwagi dla ZSRS przed drugą wojną światową oraz jako trzeciej siły między USA a ZSRS po zakończeniu tego konfliktu.

David Engels

Przeciw agonii Europy – rozmowa z prof. Davidem Engelsem, belgijskim historykiem starożytności i pracownikiem Instytutu Zachodniego w Poznaniu

Walka między dobrem a złem toczy się wiecznie i nie zostanie rozstrzygnięta aż do dnia ostatecznego. Dlatego musimy uważać, by nie obarczać naszej walki o zachodnią cywilizację nadmiernymi eschatologicznymi nadziejami. Uważam, że rzeczywiście będzie możliwe doprowadzenie naszej cywilizacji do ostatecznej syntezy, która opiera się na racjonalnym powrocie do tradycji, ale ta synteza będzie jednocześnie punktem końcowym naszego rozwoju kulturalnego – po niej mogą powstać inne kultury, a walka w sercu każdego człowieka będzie trwała dalej, jednak „wielki organizm” Zachodu zostanie „zamknięty”.