Kres Polski „mocarstwowej”
Stepan Ołeksiuk, ukraiński pisarz i działacz komunistyczny, był częstym pensjonariuszem polskich zakładów karnych przed wojną. Przy okazji jednego z jego więziennych epizodów jego żona postanowiła zwrócić się o protekcję do szanowanych mieszkańców Ponikwy, z której wywodził się jej małżonek. Jeśli zagwarantowaliby swym podpisem, że Ołeksiuk po opuszczeniu więzienia nie powróci do działalności „wywrotowej” mógłby on liczyć na odzyskanie wolności.
Tymi szanowanymi obywatelami byli wybitni publicyści, bracia Aleksander i Adolf Bocheńscy. Ten pierwszy, starszy z nich, z rezerwą odniósł się do prośby kobiety: „Oboje dobrze wiemy, że on zaraz po wyjściu z więzienia pójdzie zakładać kolejną jaczejkę”. Młodszy o pięć lat Adolf deklarację ręczącą za Ołeksiuka podpisał, a na pretensje brata odpowiedział: „Nie zgadzam się na zamykanie ludzi z powodu przekonań politycznych”[1].
Gdy we wrześniu 1939 r. bracia Bocheńscy zaciągali się ochotniczo do wojska nie wiedzieli oczywiście, że widzą się po raz ostatni. Adolf zginął w 1944 r. pod Ankoną, gdy Aleksander, po ucieczce z rodzinnej wschodniej Galicji starał się w Warszawie zapobiec wybuchowi powstania, przemyśliwał o tymczasowym porozumieniu z Niemcami i o wiele trwalszym kompromisie z Sowietami. Co skłoniło przedwojennego antykomunistę i „mocarstwowca”, rzecznika rozwiązania problemu niemiecko-polsko-rosyjskiego drogą zbrojnej ekspansji na wschód, do takich poglądów? Wszak, gdyby jego brat nie pomógł Ołeksiukowi, nie stałby się jednym z najgorętszych rzeczników afirmacji Polski Ludowej jako formy polskiej państwowości. Jeśli w ogóle przeżyłby pierwsze miesiące sowieckiej okupacji wschodniej Polski, znalazłby się w północnych rejonach sowieckiego imperium z niewielkimi szansami na rychły powrót w rodzinne strony.
Czy na poglądy Aleksandra wpłynęło osobiste doświadczenie siły totalitaryzmu sowieckiego? Gdy Bocheński powrócił po kampanii 1939 r. do rodzinnej Ponikwy, czekał go urządzony przez NKWD sąd ludowy, podczas którego oskarżano go o prześladowanie chłopów. Tylko stanowczo wyrażony sprzeciw samych „pokrzywdzonych” uchronił go przed śmiercią na przygotowanej już szubienicy. Nie uniknął jednak pobytu w więzieniu w Brodach. Został z niego zwolniony w grudniu 1939 r., dzięki protekcji znajomych Żydów oraz, spłacającego dług wdzięczności wobec rodziny Bocheńskich, Ołeksiuka[2].
Wawel i Konfederacja
Po tym traumatycznym epizodzie Bocheński zdołał, także zapewne dzięki protekcji ukraińskiego komunisty, zbiec do Generalnego Gubernatorstwa, gdzie zamieszkał w rodzinnym majątku na Kielecczyźnie (posiadłość w Ponikwie była własnością rodziny matki Bocheńskiego, z domu hrabianki Dunin-Borkowskiej). Pod okupacją niemiecką mój bohater, w stopniu trudnym do określenia, zaangażował się w siatkę kontaktów z bazą Związku Walki Zbrojnej w Bukareszcie „Bolek”[3], ale przede wszystkim skupił się na pracy koncepcyjnej w ramach Rady Głównej Opiekuńczej i organizacji „Wawel”.
RGO, w której pierwszorzędne role odgrywali Adam Ronikier i ks. Janusz Radziwiłł, obok działalności charytatywnej, stawiała sobie za cel działanie na rzecz łagodzenia represyjnej polityki Niemców. Jedno i drugie miało na celu ochronę zagrożonej substancji biologicznej narodu. Już w 1940 r. Bocheński apelował jednak do władz RGO o wysunięcie o wiele dalej idącej koncepcji, oznaczającej właściwie utworzenie polskiej administracji w GG. Czy wzywając Jerzego Giedroycia, swojego kolegę z przedwojennych redakcji „Buntu Młodych” i „Polityki”, do powrotu do kraju w celu tworzenia rządu, snując wizje kolaboracyjne i jeszcze po latach ubolewając, że Radziwiłł nie zgodził się na oferowane mu przez Niemców propozycje ugodowe, dokonywał zasadniczej wolty, redefinicji swych przedwojennych poglądów?[4].
Prawdą jest, że przed 1939 r. Bocheński pragnął Polski „mocarstwowej”, której powstanie miało umożliwić rozbicie Związku Sowieckiego[5]. Wiedział jednak, że nie jest to możliwe bez przynajmniej życzliwej neutralności Niemiec. Publicysta, tak jak inni dziennikarze pism Giedroycia, a także wileńskiego „Słowa”, popierał politykę ministra Józefa Becka, gdy dawała ona nadzieję na budowę trwałego porozumienia z Berlinem. Po załamaniu relacji polsko-niemieckich w 1938 r. Bocheński krytykował polski MSZ za to, że dawał on Niemcom wolną rękę w Europie w dobie appeasementu, nie potrafiąc uzyskać nic w zamian[6]. Po zerwaniu przez Hitlera paktu o nieagresji wzywał już do „świętej” i „szaleńczej” wojny z agresorem, powołując się na tradycje powstań narodowych i Legionów Polskich. Był to jednak raczej wyraz pesymizmu[7]. „Niech pomoc Anglii nie zmniejsza nam sił własnych” pisał wiosną 1939 r., nie wierząc nazbyt w pozytywne skutki gwarancji brytyjskich[8]. Jeśli upadła koncepcja porozumienia z Niemcami, jeśli naród polski i polscy politycy nie byli skłonni do ustępstw pozostawało jedynie, zdaniem przyszłego autora Dziejów głupoty w Polsce, bić się.
Rok 1939 otwierał przed polityką polską tragiczne perspektywy, więc i jej wybory musiały być, zdaniem Bocheńskiego, niełatwe, ale oparte na realnym oglądzie sytuacji. Wyrażając ten pogląd w RGO, nie ukrywał go także forum grupy „Wawel”. Ta niewielka organizacja, wchodząca w skład „pierwszej” Konfederacji Narodu (początkowo nie odgrywał w niej pierwszorzędnej roli Bolesław Piasecki, chociaż jasne było, że liczą się w niej dwie frakcje – Wawel i Pobudka, bliska przedwojennemu Ruchowi Narodowo-Radykalnemu, oprócz tego w skład KN wchodziło kilka organizacji o proweniencji narodowej, konserwatywnej i katolickiej) stanowiła jeden z najciekawszych przejawów polskiego życia intelektualnego doby okupacji. Niestety, ubóstwo źródeł nie pozwala na pełną rekonstrukcję jej programu. Nie ulega jednak wątpliwości, że była ona obszarem pracy koncepcyjnej sfer konserwatywnych i arystokratycznych, którym przed wojną bliżej było raczej do piłsudczyków niż narodowych demokratów. Do grona jej działaczy zaliczali się wszak Antoni Wielopolski – prawnuk Margrabiego (i potomek Habsburgów), a także Henryk Dunin-Borkowski. W raportach kierowanych do rządu RP oceniano nawet „Wawel” jako konspiracyjną kontynuację grupy „Polityki” i Klubu 11 Listopada[9].
Teksty pisane na łamach jej „Biuletynu Politycznego” (odbijanego na hektografie w nakładzie 100 egzemplarzy) oczywiście nie mogły być sygnowane imieniem i nazwiskiem. W dwóch zachowanych egzemplarzach z lata 1940 r. (w Archiwum Akt Nowych i w Studium Polski Podziemnej w Londynie) artykuły wstępne, dotyczące analiz sytuacji międzynarodowej, pokrywają się jednak całkowicie z ówczesnymi zapatrywaniami Bocheńskiego, zdradzając typowy dla niego, bezemocjonalny styl pojmowania polityki. Autor wyrażał pogląd, że Niemcy, wobec niemożności dokonania inwazji na wyspy brytyjskie muszą albo zawrzeć z Anglikami pokój, albo też, „uciekając do przodu” dokonać agresji na Związek Sowiecki. Niezmienny wobec tego pozostawał priorytet polityki polskiej – dążenie do zaognienie konfliktu Berlina i Moskwy oraz działania na rzecz odzyskania suwerenności narodowej. Naiwnym był co prawda pogląd, że jeśli z wojny zwycięsko wyjdzie Stalin zagrożone będą jedynie granice, zaś niepodległość pozwolą Polsce zachować starania zachodnich sojuszników. Jeśli jednak wojnę wygrają Niemcy, dążyć będzie należało wszelkimi sposobami do odzyskania pewnej formy państwowości. Realnej alternatywy dla polityki ugody nie będzie – zwycięscy Niemcy nie będą się musieli z nikim liczyć, przekonywał redaktor „Wawelu”. Utrudnić to mogła jednak nie tylko postawa Berlina, ale i samych Polaków, przejętych mistycyzmem, nie potrafiących wypracować myśli, która lec musi u podstaw czynów. Bocheński wzywał do wyciągnięcia wniosków z błędów przeszłości, krytykował zastąpienie pracy ideowej „frazesami”, domagał się myślenia chłodnego, bezwzględnie uznającego uwarunkowania. Z drugiej strony wierzył jeszcze w Anglików, nie potępiał jednoznacznie decyzji o wejściu do wojny w 1939 r., przestrzegał przed „orientacją na Sowiety”. W swych koncepcjach zatrzymał się jeszcze niejako w pół drogi. Niemniej, trzymając się wyrażonej przed wojną zasady, według której należało „iść z silniejszym przeciw słabszemu” w warunkach okupacji wszedł na pole, zarzucanej mu przez Giedroycia „kolaboracji programowej”[10].
To wystarczyło, aby zdobyć sobie niepopularność we wspomnianej już Konfederacji Narodu, Zdaniem Bocheńskiego, KN już w samej nazwie nawiązywała do zgubnych tradycji insurekcyjnych – Konfederacji Barskiej. Niedawnych „falangistów” irytowało zaś to, co określali mianem elitaryzmu, germanofilii i pesymizmu „Wawelu”. Pewnym pogłosem sporów ideowych w KN pomiędzy, nazwijmy ich umownie, konserwatystami i narodowcami, była ocena jej poglądów terytorialnych przez rząd RP w Londynie. Bocheńskiemu przypisywano koncepcje aneksyjne wobec narodów kresowych, jego przeciwnikom zaś wizje federacyjne. Czy po prostu był to przejaw nieznajomości stosunków krajowych przez emigrację, czy może już wówczas Bocheński, przed wojną zdecydowany rzecznik federalizmu, zaczął traktować Litwę, Białoruś i Ukrainę jako przedmiot, nie zaś podmiot polityki europejskiej, za ważne dla regionu uznając jedynie to, co dzieje się w relacjach Polski, Rosji i Niemiec? Tak czy inaczej, spory te doprowadziły do ustąpienia Bocheńskiego i w ogóle grupy „Wawelu” z Konfederacji[11]. Wkrótce potem jej część podporządkowała się ZWZ, ci zaś, którzy byli przeciwni tej decyzji, utworzyli „drugą” Konfederację Narodu, wsławioną działaniami Uderzeniowych Batalionów Kadrowych, której niekwestionowanymi liderami byli Piasecki i jego akolici[12] (w tym inny czołowy działacz „Falangi” Jerzy Hagmajer, który jeszcze na łamach „Dziś i Jutro” bronił etosu Konfederacji[13]).
Trafnie Londyn oceniał jednak, że wobec złych perspektyw sprawy polskiej Bocheński szukał „koncepcji ratunkowej”[14]. Nie był germanofilem jak Studnicki, nie był też tylko pozytywistą jak Ronikier i Radziwiłł. Starał się być realistą aktywnym. Im mniej zależało od Polaków, tym dalej posunięta powinna być, jego zdaniem, wizja ugody.
Droga do „Dziś i Jutro”
Agresja Hitlera na ZSRS pozwoliła mojemu bohaterowi na powrót do Ponikwy. Ten przedwojenny niemalże ukrainofil mógł być wówczas świadkiem praktycznych skutków ukraińskiego nacjonalizmu. Przed zaognieniem stosunków na kresach południowo-wschodnich przestrzegał w swej publicystyce przed 1939 r., twierdząc, że doprowadzi do nich bezrozumna polityka polskiej administracji. Nie żywiąc nigdy do Ukraińców nienawiści, zdając sobie sprawę z niemożności zachowania przedwojennej polskiej granicy, co z pewnością, jako patriocie ziem kresowych nie było dla niego łatwe, zgodził się pełnić rolę pośrednika w rozmowach pomiędzy OUN-B a Delegaturą Rządu na Kraj. Stawką było zatrzymania fali ukraińskich mordów, ceną zaś, jaką stawiali Ukraińcy – kompromis graniczny, niekoniecznie oznaczający granicę na Sanie. Apele Bocheńskiego w tej sprawie, kierowane do polskich polityków pozostały bez odpowiedzi, podobnie jak naciski, ażeby AK na poważnie zajęła się obroną Polaków na Wołyniu i w Galicji. Warto dodać, że zdaniem samych Ukraińców Bocheński był jednym z niewielu rozsądnych Polaków w tamtym czasie[15].
Polscy przywódcy byli też głusi na inne apele Bocheńskiego – te dotyczące racjonalnej polityki wobec Niemców. Nie chodziło już o ugodę czy kolaborację, ale o ograniczenie akcji konspiracyjnej. W 1943 r. pisał: „warszawiacy przekroczyli już wszystkie granice stawiane przez ostrożność, i pozwalali sobie na prowokacje, które mnie w najwyższym stopniu niepokoiły”[16]. Równie niepokojący był fakt bezzasadnej wiary jego rodaków w pomoc brytyjską. Przełomowa dla kształtowania się koncepcji Bocheńskiego była rozmowa z Alfredem Potockim, podczas której, na pytanie mojego bohatera, czy Anglia Polskę zdradzi, padła sucha, rzeczowa odpowiedź „Naturalnie, że zdradzi, a co pan myślał”?[17] Wtedy to, dochodząc do przekonania, że „szerokość geograficzna na której usadowił się nasz naród, nie daje ani obecnie, ani na jakąkolwiek przyszłość widoków”[18], dojrzał ostatecznie do pracy nad Dziejami głupoty w Polsce czyli pamfletami na polską historiografię, która pchała polskich polityków i w ogóle naród polski, ku bohaterskim, ale irracjonalnym i skazanym na klęskę czynom[19].
Jeśli Sowieci wygrywali wojnę, a na pomoc zachodu nie można było liczyć, oczywistą stawała się groźba sowieckiej dominacji nad Polską. Odpowiedzią na nią mógł być albo heroiczny, ale beznadziejny opór, albo próba ugody. Bocheński wybrał tę drugą opcję. Starał się do niej, bezskutecznie, przekonać polskich intelektualistów, także tych związanych z Konfederacją Narodu. Włodzimierz Pietrzak nie oceniał negatywnie samego sposobu rozumowania mojego bohatera, uznawał jednak, że nie ma on szans zyskać aprobaty wśród Polaków[20]. Józef Mackiewicz, będący wówczas w dość bliskich relacjach z Bocheńskim i zupełnie nie podzielający jego poglądów przypisywał mu słowa „powinniśmy […] iść na najdalej posuniętą ugodę z Niemcami i na takąż ugodę z Sowietami, byle te ugody umiejętnie i z zyskiem sprzedać”[21]. Mimo, że dotyczące późniejszych epizodów relacje autora Kontry dotyczące Bocheńskiego są zupełnie bałamutne, słowom powyższym można zawierzyć, jako doskonale oddającym ówczesne zapatrywania mojego bohatera.
18 lipca 1944 r. poległ pod Ankoną Adolf Bocheński. O tragedii tej Aleksander dowiedział się w innym dramatycznym dla siebie dniu – 1 sierpnia 1944 r., kiedy to potwierdziły się jego największe obawy dotyczące postaw politycznych Polaków. Powstanie warszawskie traktował jako wyraz szczytowej aberracji politycznej – wymierzone w de facto dwóch wrogów oznaczało zagładę Warszawy i jej mieszkańców, nie przynosząc żadnych korzyści. W tym, że nie potrafił zapobiec zarówno zrywowi stolicy, jak i innym insurekcyjnym epizodom, widział swą osobistą klęskę.
Razem z Ronikierem starał się jednak łagodzić negatywne skutki warszawskiej insurekcji. Pertraktując z przedstawicielami SS w Krakowie obaj działacze RGO mieli niemały wpływ na wycofanie z Warszawy najbardziej okrutnych, kolaboracyjnych formacji wschodnich, przyznanie walczącym praw kombatanckich i zapewnienie opuszczającej miasto ludności cywilnej elementarnego bezpieczeństwa. Nie doszedł natomiast do skutku wyjazd Ronikiera i Bocheńskiego na rozmowy z gen. Borem-Komorowskim – działacze RGO uznali, że mogę proponować Dowódcy AK jedynie zawieszenie broni z Niemcami, nie zaś kapitulację garnizonu powstańczego[22].
Klęska powstania warszawskiego oznaczała również klęskę idei II Rzeczypospolitej jako państwa niepodległego, niezależnego od wielkich sąsiadów. Polska, która miała się wyłonić z wojny była niewiadomą. Zdaniem Bocheńskiego najważniejsze było, aby cieszyła się jak najszerszą autonomią wewnętrzną, pewny bowiem był, że w nadchodzącej epoce wielkich bloków na suwerenność zewnętrzną liczyć nie może. W powołanym przez Ronikiera Biurze Studium Politycznego Bocheński prezentował stanowisko odmienne od tego, jakie wyraził Mackiewicz w wydanej przez tę instytucję broszurze Optymizm nie zastąpi nam Polska, a której główna teza brzmiała „lepsza żadna Polska niż czerwona”[23].
W styczniu 1945 r. Kraków zajęła Armia Czerwona. Dla Bocheńskiego nadszedł czas urzeczywistniania koncepcji, o której mówił po latach: „Od Stalingradu, a co dopiero od Jałty, wydawało mi się pewne, że po pierwsze jedyną możliwą i wskazaną polityką dla Polski jest ścisły sojusz ze Zw. Radzieckim, a po drugie, że naturalną konsekwencją sytuacji powojennej będzie ustrój socjalistyczny. Każda inna droga wydawała mi się nierealna, a na tle kolosalnych strat ludzkich i materialnych, jakie ponieśliśmy podczas okupacji – nawet szaleńcza”[24]. Wspomniane już Biuro Studium RGO gromadziło ludzi, którzy skłaniali się do poglądów Bocheńskiego – Dominika Horodyńskiego, Stanisław Stommę, Stanisława Kostkę-Rostworowskiego czy Alfreda Wielopolskiego. Z czasem wokół Bocheńskiego zaczęli skupiać się, pozostający na wolności, a bliscy Piaseckiemu działacze KN, jak Wojciech Kętrzyński, Mieczysław Kurzyna, czy, zaangażowany jeszcze w działalność organizacji „Nie” Jerzy Hagmajer. Ten ostatni wspominał: „w tamtej sytuacji, kiedy myśmy jeszcze nie znajdowali okresowych rozwiązań, Aleksander Bocheński formułował pewne propozycje i idee w sposób może dla nasz szokujący, ale jak się potem okazało, niesłychanie przewidujący, mądry. […] »Warszawa« dała pewien zespół ludzi gotowych do działalności, natomiast zręby ideowo-polityczne dawał »Kraków«”[25]. „Warszawą” byli zwolniony w lipcu 1945 r., po rozmowach z Sierowem Piasecki i jego akolici, Krakowem grupa Bocheńskiego, która wiosną 1945 r. podjęła rozmowy z Jerzym Borejszą. Obie inicjatywy zmierzały do połączenia i utworzenia grupy katolickich intelektualistów, która za cenę poparcia dla komunistów otrzymać miała pewne koncesje polityczne i kulturalne. Wydarzenia te legły u podstaw grupy „Dziś i Jutro” oraz Stowarzyszenia „PAX”[26].
O model polityki polskiej
Wydawać się mogło, że w sporze w „pierwszej” Konfederacji, pomiędzy Wawelem a Pobudką, wygrał ostatecznie Bocheński, narzucając swym oponentom spod znaku Falangi realistyczny sposób pojmowania polityki. W istocie jednak historyczny realizm Bocheńskiego nigdy nie wzbudzał w kręgu Piaseckiego entuzjazmu, autora Dziejów głupoty… raziły zaś ambitne, choć mało realne koncepcje „socjalizmu wieloświatopoglądowego” i „przezwyciężenia zwycięzcy” czy teologiczne refleksje grupy (ironicznie określał je jako próbę udowodnienia, że socjalizm jest dziełem Ducha Świętego). W napisanym wiosną 1945 r., już po konferencji jałtańskiej, ale jeszcze przed wycofaniem przez mocarstwa anglosaskie uznania dla rządu RP w Londynie „Memoriale o polityce polskiej”, przestrzegał przed wiarą w to, że ewentualny konflikt sowiecko-anglosaski poprawi sytuację Polski. Anglicy sojusznika szukać będą przede wszystkim w Niemczech, kosztem interesów Polski. Jedynym realnym sprzymierzeńcem może być dla Polski Związek Sowiecki, z którym Warszawa miała wspólne, przeciwne Niemcom, interesy. Rzecz w tym, ażeby Polska faktycznie była w optyce Stalina sojusznikiem, nie zaś kłopotliwym protektoratem, nasyconym partyzantami pozostającymi pod rozkazami Anglii. Taki obszar bowiem Sowieci będą bezwzględnie pacyfikować, być może także w porozumieniu z Berlinem. Uniknąć przeklętej „konfiguracji Rapallo”, ratować substancję biologiczną narodu – to były realne cele polityki polskiej, nie zaś budowa antysowieckiej konspiracji, ale też nie snucie marzeń o wielkiej partii katolickiej odsuwającej komunistów od władzy w porozumieniu z Moskwą. Zła koniunktura nie mogła być wieczna, jednak na czas jej trwania niezbędny był „potężny i głęboko szczery ruch” na rzecz porozumienia z Sowietami. Na wypadek zaś wojny należało poczekać z opowiedzeniem się po stronie Zachodu do momentu, gdy ich zwycięstwo będzie pewne[27].
Z czasem Bocheński zaczął podzielać niektóre poglądy Piaseckiego, aprobując centralne planowanie w gospodarce czy zaczynając wierzyć w możliwość wzrostu znaczenia „PAX-u”. W kwestiach międzynarodowych pozostawał jednak wierny linii wytyczonej w „Memoriale”, którą wypracował przez cały okres wojny. Nie zarzucając nigdy dążenia do realizacji narodowej racji stanu dostrzegał, że metody do tego prowadzące są zależne od zmiennych uwarunkowań. Jeśli Polska nie mogła być „mocarstwowa”, wielka, nie oznaczało to jeszcze, że nie będzie jej wcale. Co więcej, należało prowadzić politykę polską tak, aby stanu braku państwowości uniknąć. Była to w istocie linia Dmowskiego, krakowskich konserwatystów, ale też aktywistów spod znaku Piłsudskiego. Wszyscy oni różnili się w doborze środków i orientacji. Bocheńskiego nazywano „realistą obrotowym” czy, jak Józef Mackiewicz „pol-realistą” czyli realistą fałszywym. Otwarte i inspirujące jest jednak pytanie, co było alternatywą wobec proponowanych przez niego w latach 1939–1945 opcji.
Ariel Orzełek
[1] Ośrodek Dokumentacji i Zbiorów Programowych TVP (dalej: ODiZP TVP), sygn. SK15136, Rzeczpospolita druga i pół. Biały kruk – Aleksander Bocheński, reż. J. Diatłowicki, Polska 1994; A. Bocheński, Parę wspomnień o Adolfie Bocheńskim, „Tygodnik Polski” 1984, nr 52/53, s. 14
[2] R. Zadura, Saga rodu Bocheńskich. O przodkach, rodzinie i młodości o. Józefa Marii Bocheńskiego, Kraków 2013, s. 9–10; M. Pruszyński, W dziewięćdziesiątą rocznicę urodzin Aleksandra Bocheńskiego, „Zeszyty Historyczne” 2000, z. 134, s. 170.
[3] Studium Polski Podziemnej w Londynie (dalej: SPP), Oddział VI Sztabu Naczelnego Wodza (dalej: OVINW), sygn. A.497, Anonimowe wyciągi z listów z Bukaresztu, 1940, k. 165.
[4] SPP, OVINW, sygn. A.287, „Odpis. Radiogram Nr. M.80 A i B – foto z Wacławy przez Beya. Meldunek Nr. 80.”, 10 XII 1941, k. 77; „Postawa polityczna społeczeństwa. Raport o sytuacji wewnętrznej za czas od 1. lutego do 31. marca 1941.”, k. 54; Archiwum Instytutu Literackiego w Paryżu, List Aleksandra Bocheńskiego do Jerzego Giedroycia, Kraków, 24 VII 1940, [dostęp online z dn. 1.10.2017 r., http://static.kulturaparyska.com/attachments/dd/40/63ee439bb02dec72ce559dbc7ef82ee4730f9dd7.jpeg]; J. Giedroyc, Autobiografia na cztery ręce, Warszawa 1999, s. 74; K. Rękas, Sapereauso – wspomnienie o śp. Aleksandrze Bocheńskim (1904–2001), „Pro FideRege et Lege” 2001, nr 1, s. 2.
[5] A. Bocheński, O imperialiźmie, o Skiwskim i o sprawie żydowskiej, „Polityka” 1938, nr 9, s. 3; idem, Jeszcze o instynkcie narodowym i Panu J. E. Skiwskim, „Polityka” 1938, nr 14,s. 6.
[6] Al. B. [A. Bocheński], Polska chce zwyciężać, „Słowo” 1939, nr 86, s. 1.
[7] A. Bocheński, Niech pomoc Anglji nie zmniejsza sił własnych, „Słowo” 1939, nr 90, s. 1.
[8] Idem, „Amocklauf”,„Polityka” 1939, nr 15, s. 1.
[9] SPP, OVINW, sygn. A.291, „Meldunek organizacyjny Nr. 63”, 1 IV 1941 [autorstwa gen. Stefana Roweckiego „Kaliny”], sygn. A.719, „Załącznik nr 6 do L.dz. 1820”, k. 28; Instytut Polski i Muzeum im. Generała Sikorskiego w Londynie (dalej: IPMS), Prezydium Rady Ministrów – Kancelaria. sygn. PRM.K.85, „Raport sytuacyjny nr 1”, k. 105–106; MSW, sygn. A.9.III.2a/5, Raport o postawie politycznej społeczeństwa polskiego, k. 19–20; sygn. A.9.III.2a/6, „Raport polityczny z kraju”, I 1943, k. 4–5; sygn. A.9.III.2a/50, „Raport sytuacyjny za okres 10.IX.–10.XI.40.”, k. 26–28; sygn. A.9.III.2a/51, „Raport sytuacyjny za okres 10.XI.40–1.II.41”, k. 42–43; sygn. A.9.III.2a/51, „Raport sytuacyjny za okres od 15.XI.41 do 1.VI.42 r.”, k. 10–11.
[10] SPP, MSW, sygn. MSW.047, „Biuletyn Polityczny Wawel” 1940, nr 5, k. 1–9; Archiwum Akt Nowych, Zbiór prasy konspiracyjnej i powstańczej, sygn. 96/1, „Biuletyn Polityczny Wawel” 1940, nr 6, k. 1–7.
[11] SPP, OVINW, sygn. A.286, „Zestawienie ugrupowań polit. i odpowiednich im organ. wojskowych”, k. 56; IPMS, MSW, sygn. A.9.III.1/8, „Przegląd prasy tajnej i wyjątki z artykułów”, k. 59; sygn. A.9.III.2a/3, „Prasa polska w okresie okupacji”, k. 12; sygn. A.9.III.2a/5, „Postawa polityczna społeczeństwa polskiego”, k. 8.
[12] K. Malinowski, Tajna Armia Polska, Znak, Konfederacja Zbrojna. Zarys genezy, organizacji i działalności, Warszawa 1986, passim; K. Krajewski, Uderzeniowe Bataliony Kadrowe 1942–1944, Warszawa 1993, passim.
[13] Kiejstut. Z-ca Komendanta Konfederacji Narodu [J. Hagmajer], List do Redakcji, „Dziś i Jutro” 1946, nr 7 s. 5.
[14] SPP, OVINW, sygn. A.286, Zestawienie ugrupowań polit. i odpowiednich im organ. wojskowych; k. 56.
[15] ODiZP TVP, sygn. SK15136, Rzeczpospolita druga i…; SPP, OVINW, sygn. A.251, Załącznik nr 1 do meldunku Komendanta Głównego Związku Walki Zbrojnej gen. Stefana Roweckiego „Kaliny” do Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego w sprawie ukraińskiej, 15 XI 1941 r., k. 224.
[16] Archiwum Państwowe w Lublinie (dalej: APL), AŁN (dalej: Archiwum Łosiów z Niemiec), sygn. 463, List Aleksandra Bocheńskiego, 20 X 1943, k. 10.
[17] M. Pruszyński, W dziewięćdziesiątą rocznicę…, s. 171; idem, Migawki wspomnień, Warszawa 2002, s. 92; A. Bocheński, Wędrówki po dziejach przemysłu polskiego, cz. II…, s. 256.
[18] APL, AŁN, sygn. 463, List Aleksandra Bocheńskiego do Stanisława Łosia, 10 XI 1943, k. 11.
[19] Ibid.; A. Bocheński, Dzieje głupoty w Polsce. Pamflety dziejopisarskie, Warszawa 1947.
[20] A. Bocheński, Wędrówki po dziejach przemysłu polskiego, cz. II, Warszawa 1969, s. 256; Archiwum Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana w Warszawie, Akta Aleksandra Bocheńskiego (dalej: AKSCh, AlB), sygn. VII A–305, „Jak doszło do powstania „Dziś i Jutro”. Dyskusja na łamach „Życia i Myśli” nr II 2 1975 z udziałem: Aleksander Bocheński, Jan Dobraczyński, Jerzy Hagmajer, Mieczysław Kurzyna, Romuald Szpor” [wersja robocza maszynopisu, tekst nigdy nieopublikowany na łamach prasy Stowarzyszenia „PAX”], k. 14.
[21] J. Mackiewicz, Fakty, przyroda i ludzie, Londyn 1993, s. 117.
[22] A. Ronikier, Pamiętniki 1939–1945, Kraków 2013, s. 354, 362–363, 375.
[23] J. Mackiewicz, Optymizm nie zastąpi nam Polski, Londyn 2013, s. 9–43; B. Kroll, Rada Główna Opiekuńcza 1939–1945, Warszawa 1985, s. 414–416.
[24] Motywy i postawy [Wypowiedź Aleksandra Bocheńskiego], „Kierunki” 1970, nr 48, s. 8.
[25]AKSCCh, AlB, sygn. VII A–305, „Jak doszło do…, k. 8–9.
[26] Szerzej sprawę tę przedstawił Ryszard Mozgol, Ryzykowna gra. Jak Aleksander Bocheński przyczynił się do powstania „Dziś i Jutro”, „Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej” 2007, nr 4, s. 84–92.
[27] M. Zakrzewski, Z dziejów realizmu politycznego. Aleksander Bocheński i jego Memoriał o polityce polskiej z kwietnia 1945 r., „Politeja” 2018, nr 55, s. 30–41.


