Polityczna lewica jest zaniepokojona: aktorzy prawicowej sceny politycznej w trakcie utrwalonego kryzysu społeczeństw kapitalistycznych (masowa migracja, kryzys walutowy, bezrobocie wśród młodzieży, eksplozja nierówności, by wymienić tylko kilka) odkryli krytykę kapitalizmu. Nawet tradycyjne marksistowskie czasopismo dotyczące filozofii i gospodarki „Das Argument” poświęciło zagadnieniu Querfrontu[1] i prawicowemu antykapitalizmowi piętnaście stron, które z reguły są zarezerwowane dla rozgałęzionych badań nad myślą Marksa i Gramsciego.
Trzeba przyznać, że ten niepokój na prawicy zaczął się szerzyć zwłaszcza wśród klasy średniej pomimo aprobaty wśród prawicowej młodzieży dla „społecznie zorientowanych” programów i działań. Sceptycy argumentują zupełnie inaczej. Najbardziej niebezpieczni z nich są ci, którzy szydzą, że „neoliberalizm” stanowi opis stanu świata kapitalistycznego, jest lewicową formułą walki bez związku z rzeczywistością – dowód na tezę Filipa Mirowskiego, że neoliberalizm jako „ideologia wolna od ideologii” jest tak silnie zakotwiczony w codziennej świadomości, że wszystko widzimy przez neoliberalne okulary.
Za tą zasłoną nie sposób zrozumieć, że neoliberalizm nie reprezentuje klasycznie liberalnego państwa – stróża nocnego – nie domaga się zniesienia państwa jak radykalni liberałowie, ale to neoliberalizm sprowadza, degraduje państwo do organu wykonawczego rynku i następnie w związku z tym odbudowuje je i rekonstruuje w celu zbudowania świata według idei Miltona Friedmana lub dochodząc do końca neoliberalnego spektrum idei Friedricha von Hayeka.
Jeszcze inni odrzucają krytykę kapitalizmu tylko dlatego, że jest on „klasycznie lewicowy” a zatem podlega schematom myślowym, które uniemożliwiają uzasadnioną debatę i przypominają wzorce zachowań antyfaszystowskich. Mimo to „krytyka kapitalizmu z prawej strony” nie jest zjawiskiem współczesnym. Prawicowa krytyka kapitalizmu i jego burżuazyjnego społeczeństwa rozpoczęła się już wtedy, gdy panowały warunki sprzyjające proletaryzacji społeczeństwa, czyli wzrostowi udziału pracowników najemnych w populacji.
Krytyka ta pochodziła głównie od pruskich konserwatystów, którzy byli zmuszeni przyznać się do zniknięcia wszystkiego, co państwowe i porażki „angielskich” – zorientowanych na szybki wzrost – zysku i gospodarki. Jako przykład należy wymienić Karla Rodbertusa (1805-1875), właściciela dworu i późniejszego członka zgromadzenia narodowego z 1848 r., który krytykował ideologię liberalnej konkurencji, domagał się sprawiedliwych płac, udziału robotników we władzy – pozostając wiernym koronie – oraz pruskiego socjalizmu.
W środowisku konserwatywnym warto również wspomnieć o utworzonym w 1873 r. z takim samym założeniem jak teorie Rodbertusa Verein für Socialpolitik[2]. Powstało dwa lata po zjednoczeniu Niemiec, które do tego czasu przyćmiło kwestię społeczną z powodu feudalnego parafializmu państw niemieckich. Oprócz monarchistycznego konserwatysty Gustava Schmollera (1838-1917), siłą napędową stowarzyszenia był Adolph Wagner (1835-1917). Ideologiczna orientacja uniwersyteckiego profesora finansów i gospodarki politycznej opierała się na sceptycznym spojrzeniu na człowieka, które zaprzeczało zjadliwemu brytyjskiemu liberalnemu poglądowi na człowieka jako istotę nieruchomą, egoistyczną, a jednocześnie przeciwstawiało się lewicy, że człowiek nie jest do arbitralnego uformowania.
Wagner postrzegał człowieka jako część stałą historii, niezmienną zgodnie ze swoją antropologiczną doktryną. Jej głównym motywem była obserwacja, iż zarówno demograficzny, jak i ekonomiczny wzrost społeczeństwa doprowadził do zwiększenia liczby zadań społecznych, które mogły zostać rozwiązane tylko w niewystarczającym stopniu przez kapitalistyczny sektor prywatny. Wagner apelował o państwowe planowanie i kontrolę w dziedzinie górnictwa, leśnictwa, usług pocztowych, systemu monetarnego, bankowości i ubezpieczeń, opieki społecznej i ochrony prawnej, a wreszcie w sektorze transportu, zdrowia i edukacji. Dziennik „Der Staats-Socialist” (od roku 1879) był jego platformą idei, a w latach 1882-1889 Wagner był członkiem Pruskiej Izby Reprezentantów.
Konserwatywny „socjalizm państwowy” Wagnera znalazł po kilkudziesięciu latach pozytywny odbiór po prawej stronie, między innymi u Wicharda von Moellendorfa (1881-1937) i Wernera Sombarta (1863-1941). Sombart pochodził z obozu socjalistycznego, stopniowo ewoluował na prawo i na podstawie wizji człowieka Wagnera opracował szkic „niemieckiego socjalizmu”, który przedstawił w 1934 roku.
Wracając do Wagnera: jego okres działania przypadł na lata osiemdziesiąte XIX wieku, dekadę, w której upadło ustawodawstwo społeczne Bismarcka, które do dziś, z pewnym uzasadnieniem, uważane jest za wzorcowe. Należy je jednak rozpatrywać w kontekście rosnącego ruchu robotniczego, którego nie udało się zmiażdżyć nawet przez ustawę socjalistyczną (Sozialistengesetz)[3] z 1878 roku.
W odniesieniu do wyrównawczej polityki społecznej Bismarcka to Henning Eichberg mówił o „pragmatycznej, autorytarnej i scementowanej mieszaninie ceł ochronnych, wspólnoty interesów przemysłu ciężkiego i dużych gospodarstw rolnych, ‘marchewki i kija’ dla klasy robotniczej”, podczas gdy tymczasowy współpracownik Bismarcka, Hermann Wagener (1815-1889), zgodnie ze swoją ideą sojuszu pomiędzy koroną a klasą robotniczą przeciwko burżuazji, przypominał w tym Karola Maurrasa we Francji, jednak Bismarck nie poparł tego pomysłu.
Mimo tego na rok przed śmiercią Wagenera, jego wizja zdawała się na krótko wchodzić w życie. Młody Wilhelm II, zainteresowany nowoczesną technologią, a także kwestią społeczną, został cesarzem. Nadzieje niektórych z ówczesnych „narodowych socjalistów” – od Friedricha Naumanna (1860-1919) do Theobalda Zieglera (1846-1918) – na monarchiczne państwo opiekuńcze ponad klasami wzrosły, jednak wkrótce zostały rozwiane.
Prawicowi przeciwnicy kapitalizmu w Imperium ostatecznie przegrali z państwem klasowym Wilhelma II i brakiem własnych środków promocji: ruch robotniczy wyobcował się z tych umysłów, które zazwyczaj pochodziły z burżuazyjnych środowisk, a wielu konserwatystów spod znaku status quo nie popierało go z powodu robotniczych treści i strategii. Sporo osób obawiało się, że prawicowi pruscy „państwowi socjaliści”, którzy sformułowali sceptyczny, prawicowy obraz człowieka, i z tego właśnie powodu faworyzując etatystyczne koncepcje społeczne, zagrożą inwazją idei lewicowych.
Dopiero dzięki doświadczeniom w okopach I wojny światowej i upadku Imperium powstała zupełnie nowa sytuacja: rzeczywistość wspólnej walki zmieniła dumę ze swojej pozycji społecznej w śmieszną postawę; nacjonalizm i solidarność (wojskowa) miały pozytywne konotacje, zwłaszcza wśród pokolenia bojowników na froncie; liberalizm i kapitalizm natomiast zostały uznane za zachodnie i wrogie – wprowadzone przez świat zachodni i Wersal – symbol upokorzenia.
Kwestia narodowa została zradykalizowana do próby zemsty. Zubożenie szerokich warstw ludności w wyniku inflacji sprawiło, że kwestia społeczna stała się problemem egzystencjalnym. Obydwa zagadnienia były następnie wielokrotnie wybuchowo mieszane – zwłaszcza w narodowym i społecznym skrzydle rewolucji konserwatywnej po Arminie Mohlerze. Celem była „całkowita mobilizacja” ludzi przeciwko „Zachodowi”, który zwyciężył w wojnie światowej.
Jego (tj. Zachodu – przyp. tłum.) jednoczącą więź stanowił kapitalizm jako ład społeczny i gospodarczy, który konserwatywni rewolucjoniści uważali za swojego wroga, choć ta deklaracja wrogości – a pod względem polityki ideologicznej był to również ich średniookresowy wyrok śmierci – nie opierała się na metodycznie opracowanej analizie społecznej, na podstawie której można było zbudować spójny, prawicowy, niekapitalistyczny i społeczny gmach idei, krok po kroku nie mordując „innych” (Żydów, „obywateli” itp.).
Ernst Jünger, na przykład, używał antykapitalistycznych metafor i odpowiadającego im słownictwa, ale jego krytyka kapitalizmu pozostała anty-mieszczańsko-środowiskowa. Oddzielił bowiem swój nacjonalizm od patriotyzmu reakcji burżuazyjnej i otwarcie opowiedział się za Querfrontem – frontem antykapitalistów: wszystkie rzeczywiste siły rewolucyjne w kraju wcielały się w niewidzialnych sojuszników, niezależnie od ideologicznych antagonizmów, według Jüngera w gościnnym artykule dla lewicowej prasy, stwierdził, iż wspólnego wroga określały istniejące stosunki burżuazyjno-kapitalistyczne. Podczas gdy w grupie Jüngera narodowy rewolucjonizm był głównie zakorzeniony w doświadczeniach frontu, a socjalistyczno-rewolucyjny-antykapitalizm był w większości sformułowany w sposób niejednoznaczny i mglisty, autorzy i naukowcy pracowali wokół (młodego) konserwatywno-(narodowego) rewolucyjnego pisma „Die Tat” w sposób bardziej uzasadniony.
Dlatego nawet lewicowi intelektualiści, tacy jak Fritz Sternberg, który zajmował się później obszernie ekonomicznymi stanowiskami publicystów „Die Tat” i uhonorował antykapitalistyczne traktaty, zwłaszcza pracę Ferdynanda Fried’a „Koniec kapitalizmu” (1931) oraz pochwalił jej „doskonałą analizę”. Ponadto pogratulował mu doskonałego „konkretnego materiału ilustracyjnego na temat symptomów rozkładu w upadku kapitalizmu”. Jednak ze względu na oczekiwane miejsce publikacji w „Die Weltbühne” krytykowano prawicę, czyli narodową fundację antykapitalizmu wokół Fried’a, Carla Rothe, Giselher’a Wirsing’a, Ernsta Wilhelma Eschmanna i Hansa Zehrera.
W latach 1929-1933 osoby te stanowiły trzon „Tatkreis”. Inspiratorami ideowymi byli Werner Sombart i Carl Schmitt, celem była społeczna i narodowa reorganizacja Niemiec, a droga została wytyczona prze generała von Schleichera i pierwotnych „lewicowych” narodowych socjalistów wokół Otto i, przynajmniej tymczasowo, Gregora Strassera. Pismo to nie było marginalną ulotką sekciarską, ale jednym z najważniejszych organów politycznych Republiki Weimarskiej. Redakcja systematycznie pracowała nad niematerialnym antykapitalizmem i rozwojem specyficznej dla pokolenia prawicowej formacji intelektualnej, na podstawie której rozważano konserwatywno-rewolucyjną transformację istniejącej konstytucji.
Kręgosłup rodzącej się rewolucji konserwatywnej i społecznej miały tworzyć zagrożone emigracją klasy średnie, aspirujący robotnicy i chłopi; gospodarka miała zostać zrestrukturyzowana jako korporacyjna spółdzielnia, przy czym – podobnie jak 60 lat wcześniej u Adolpha Wagnera – przynajmniej środki produkcji, ziemia i banki miały zostać przekazane na własność państwa w celu zbiorowego zabezpieczenia podstawowego zaopatrzenia, bez maksymalizacji zysków podmiotów prywatnych.
Jesienią 1932 roku pismo to, które zniosło dychotomię prawicowo-lewicową, osiągnęło poziom nakładu 30 tysięcy egzemplarzy. Rozdzielenie niejednorodnego ruchu związkowego SPD, KPD i innych było głównym celem realpolitik „Die Tat” jako „miejsce spotkania młodszego ruchu narodowego” (Ernst Robert Curtius). W tym sensie liczne opublikowane refleksje działaczy „Tatkreis” miały na celu analizę obecnych sprzeczności w zróżnicowanym ruchu robotniczym i budowanie mostów na lewo poprzez idee korporacyjne. Historyk Axel Schildt zaznaczył, że otwarcie się w kierunku związków zawodowych i innych kręgów społecznych było „na wskroś szczere”, tzn. w żadnym wypadku nie wynikało z samej taktyki i demagogii.
Ernst Niekisch był również autentycznie antykapitalistą i jednocześnie prawicowcem. Aktywny na rzecz rewolucji w Monachium w 1918 roku, coraz częściej atakował swoich lewicowych towarzyszy broni, później konfrontował ich również z nacjonalistyczną Alten Sozialdemokratischen Partei (Starą Socjaldemokratyczną Partią – przyp. tłum.) (ASP) w Saksonii, a w 1926 roku aż do zakazu jej działania w 1934 roku, wydawał należący do partii miesięcznik „Widerstand”.
Niekischowska synteza socjalizmu i nacjonalizmu znajduje się na zewnętrznej, lewej krawędzi Konserwatywnej Rewolucji, a światopogląd Widerstandsbewegung Niekischa trafnie podsumowuje się jako „pruski” (ascetyczny, etatystyczny), nie marksistowski socjalizm. Opracowując swoją antykapitalistyczną ideę prawicy, Niekisch nawiązał do Arthura Moellera van den Brucka i Ernsta Jüngera, a także do Karola Marksa i kadr Kominternu Karola Radka.
Sebastian Haffner był przekonany, że idee Niekischa pewnego dnia wrócą. W przeciwieństwie do innych zniesławień, nie ma prostego ideologicznego przejścia od Niekischa do hitlerowskiego narodowego socjalizmu. Wręcz przeciwnie: jako szef ruchu oporu i znany ideolog zbliżenia ze Związkiem Radzieckim, walczący jako „lewicowy prawicowiec” został zamknięty w obozie koncentracyjnym i wyzwolony dopiero w 1945 roku.
Z pewnością: narodowy socjalizm Hitlera, Göringa i Rosenberga flirtował ze słownictwem społecznym i anty-mieszczańskim, reprezentował stanowiska kompromisowe klas pod znakiem ściśle zhierarchizowanej wspólnoty narodowej, także w sferze ekonomicznej, propagował podnoszenie poziomu materialnego wszystkich klas pod znakiem Niemieckiego Frontu Pracy i zwiększał przedsięwzięcia „państwowo-kapitalistyczne”; jednak nie był zdecydowanie antykapitalistyczny. Na przykład arystokratyczne wielkie posiadłości, czy też silna władza polityczna rodzin finansowo-przemysłowych – w które były wymierzone idee konserwatywnych rewolucjonistów – nigdy nie były przedmiotem dyskusji.
Kapitalizm powinien być rasowo „oczyszczony” i narodowo powściągliwy. Hitlerowsko-etniczna ocena kapitalizmu przesłaniała jego skomplikowaną, elastyczną naturę, przesunęła „przyczynę kapitalistycznych antagonizmów na (pseudo) betonową, zewnętrznie inwazyjną (rasowo) inną i w ten sposób obudziła fantazję, że jedno musi się tylko pozbyć tego drugiego”, jak podsumował Slavoj Žižek.
Jednak w obrębie obozu narodowego socjalizmu mniejszość – która opuściła partię przed rokiem 1933 i od 1933 roku była brutalnie prześladowana – poważnie traktowała terminologię „narodowosocjalistyczną” i chciała służyć „antykapitalistycznej tęsknocie narodu niemieckiego” (Gregor Strasser) z prawej strony. Ich rzecznikiem stał się wkrótce Otto Strasser, którego „Czarny Front” współpracował niekiedy z grupami Konserwatywnej Rewolucji skupionymi wokół Niekischa i Jüngera, a także z ogólnokrajowymi lewicowcami o otwartych umysłach. Deklaracja programowa „Socjaliści opuszczają NSDAP” z lipca 1930 roku zawierała pewne przełomowe i unikalne podejścia dla prawicy tamtych czasów, ale zauważalne jest, że ani w tej deklaracji, ani w pismach Strassera nie występują pogłębione teoretyczne opracowania, które przetrwałyby wiele lat; często pozostały one opracowaniem powierzchownym i czasami sprzecznym.
Jednocześnie jednak pojawiły się postulaty – zdecydowanie z prawej strony – zakończenia prywatnej własności środków produkcji w sensie „lenna” i rozwoju hybrydy gospodarki planowej i rynkowej. Po 1945 roku Otto Strasser nie zadbał o dalszy wewnętrzny rozwój treści swoich słabych punktów ponadto czas tzw. cudu gospodarczego nie był i tak czasem krytyki kapitalizmu – nie mówiąc już o prawicy.
Powojenna zachodnioniemiecka prawica – o wschodnioniemieckiej ze względu na dyktaturę SED nie można mówić – wybrała cofnięcie się i wróciła na łono mieszczańskiej wyobraźni. „Burżuazyjny antykomunizm” wciąż wyśmiewany przez Niekischa, Jüngera i spółkę, stał się (z powodu niezliczonych masowych mordów dokonanych przez władzę radziecką, eliminującego antyfaszyzmu, który Armia Czerwona praktykowała od Bałtyku po Niemcy Wschodnie) w pewnym sensie modelem powojennych praw, które (z marginalnymi wyjątkami) wcześniej czy później przeszły na afirmację ideologicznych, militarnych i ekonomicznych więzi z Zachodem w czasie zimnej wojny. Twierdzenia społeczne ogólnie postrzegane jako „lewicowe” zdawały się być wypierane przez siłę czerwonego terroru. Był to jeden z powodów, dla których prawica, krytycznie nastawiona do kapitalizmu, wybrała w latach 50. i 60. życie w cieniu.
Dopiero pod koniec lat 60. i na początku 70. młodzi publicyści Wolfgang Strauss, Henning Eichberg i Lothar Penz wyraźnie stworzyli „nową” prawicę, która chciała zająć się kwestią społeczną i narodową w szczytowym okresie swojego istnienia i która pod silnym wpływem ruchu studenckiego i Nowej Lewicy wykazała się nieznanym wcześniej w konserwatywnym środowisku Republiki Federalnej głodem teorii i nauki. W takich czasopismach jak „Junges Forum”, „Rebell”, „Neue Zeit” czy „Junge Kritik” dyskutowano na tematy ekologiczne, demokratyczno-socjalistyczne i wyzwoleńczo-nacjonalistyczne, domagano się w istocie społecznej reorganizacji Europy Zachodniej, która skupiała się na wynikach, a nie na własności kapitału lub, bardziej ogólnie, na pochodzeniu społecznym.
Postulaty maoistowskie, „ludowo-socjalistyczne”, europejskie, a nawet konserwatywno-ekologiczne były łączone z ideami narodowymi. Duch czasu był jednak po stronie antyautorytarnej lewicy i tam właśnie była młodzież, podczas gdy na prawicy, burżuazyjni konserwatyści, którzy zazwyczaj występowali w zupełnie inny sposób i wyrażali się coraz bardziej anglosasko-amerykańsko i prokapitalistycznie, odnieśli sukces; Caspar von Schrenck-Notzing (wydawca zasługującego na uwagę, konserwatywnego, debatującego czasopisma „Criticón”) był na przykład członkiem libertariańskiego instytutu US Philadelphia Society, którego idee – skupione wokół jego rynkowego, radykalnego współzałożyciela Miltona Friedmana – stały się (prawie) wszystkim, co odrzucała w tamtych czasach krytyczna dla kapitalizmu Nowa Prawica.
Schrenck-Notzing stwierdził zatem w recenzji polemiki Petera Glotza „Die deutsche Rechte” (1989), że „Nowa Prawica” składała się wyłącznie z narodowych grup rewolucyjnych lat 70. XX wieku, że jest ona również bratnia dla francuskiej Nouvelle Droite, ale nie dla konserwatywnej inteligencji Republiki Federalnej, która była nową Prawicą, ale nie Nową Prawicą.
Jak słusznie zauważył Schrenck-Notzing, krytyczna wobec kapitalizmu Nowa Prawica stopniowo rozpadała się na kilka lat przed końcem lat 80. – w zwycięskiej dekadzie neoliberalizmu wokół Reagana i Thatcher – jej przywódcy wycofali się do życia prywatnego, próbowali docierać z partiami prawicowymi, a nawet uciekli przed (duńską) lewicą, jak powiedział Henning Eichberg, który zmarł w 2017 roku.
Eichberg kontynuował swoją karierę uniwersytecką i partyjną w Danii, pracował nad projektem magazynu „wir selbst!” (1979-2002) wydawanego przez Siegfrieda Bubliesa. Ponownie, przyjęte stanowiska były oddolnie demokratyczne, ekologiczne, antykapitalistyczne i tożsamościowo-etnopluralistyczne. Centralnym zagadnieniem dla redaktorów w kontekście ich „Pięciokrotnej Rewolucji” było zachowanie różnorodności narodów.
„Tylko wspólnota pewnych siebie narodów, które upierają się przy swojej wolności, może przeciwdziałać niszczeniu ziemi przez ponadnarodowy kapitał”, podsumował tymczasowy pracownik „wir selbst!” Friedrich Baunack w „Revolution I”. Inne aspekty dotyczyły władzy ludowej (zamiast partyjnej), „gospodarki ludzkiej” jako przeciwieństwa neoliberalnej manii prywatyzacyjnej, która „jest niczym innym jak nielegalnym zagrabieniem majątku ludzkiego” (Baunack), holistycznej ekologii i wreszcie wzmocnienia podejścia regionalistycznego.
Program był interesujący, ale brakowało w nim danych statystycznych i opisu sytuacji kryzysowej kapitalistycznego porządku Zachodu, jak to dziś widzimy, której konsekwencje obserwujemy w codziennym życiu. Projekt został przerwany w 2002 roku, podobnie jak krótkotrwała następczyni „Volkslust” z 2004 roku, która dążyła do zjednoczenia podejścia krytycznego dla kapitalizmu z prawicy i lewicy, ale nie znalazła partnerów, zwłaszcza z lewicy.
Spektrum idei prawicowych krytycznych wobec kapitalizmu, od „Tatkreis” po Niekischa i Nową Prawicę Eichberga, jest obecnie szerzej przyjmowane we Francji. „Rébellion” to nazwa dwumiesięcznika, którego celem jest kontynuacja prawicowej krytyki kapitalizmu w XXI wieku. Oprócz odniesień do wspomnianej prawicowej galerii przodków, a także do Marksa, Sorela, Proudhona czy Polanyi, powtarzają się artykuły lub rozmowy z Alainem de Benoist, mistrzem francuskiej Nowej Prawicy, który „sprowadził” Rewolucję Konserwatywną do Francji i tam konsekwentnie rozwijał ją wraz z odkryciami współczesnej nauki, co doprowadziło do powstania nowej formacji teoretycznej, która obecnie jest niejako „ponownie sprowadzana” do Niemiec.
Chociaż de Benoist krytykuje środowisko Niekischa czy „Tatkreis” za pracę w „historycznych okolicznościach, które już dawno się zdezaktualizowały”, to jednak od dziesięcioleci przejmuje on różne impulsy ze spuścizny prawicowych antykapitalistów weimarskich, zwłaszcza że fundamentalna analiza mechanizmów i praw kapitalizmu – nawet w dzisiejszych radykalnie zmienionych warunkach technicznych – pozostaje ogólnie aktualna.
Nie ma wątpliwości, że dla de Benoist, podobnie jak dla większości prawicowych antykapitalistów, liberalizm jest „głównym wrogiem”. Filozof podkreśla, że myślał w ten sposób już w czasach komunizmu sowieckiego („który ostatecznie był tylko państwowym kapitalizmem”). I: tak myśli jeszcze dziś, gdy liberalna ideologia już dawno stała się hegemoniczna w skali globalnej. Wszystkie trzy filary tej uniwersalistycznej ideologii – kapitalizm, „religia praw człowieka” i społeczeństwo rynkowe – są przedmiotem ostrej krytyki.
Ale de Benoist wie, że takie ruchy myślowe często mają ciężki start we własnym obozie: Z historycznego punktu widzenia liberalizm gospodarczy (kapitalizm) przejawiał się bardziej „prawicowo”, podczas gdy liberalizm społeczno-polityczny miał tendencję do bycia „lewicowym”. Dziś natomiast doświadczamy fuzji obu liberalizmów pod znakiem dominującego lewicowego liberalizmu, Norbert Borrmann uchwycił to, stwierdzając że istotne części lewicy nie mają już żadnego interesu w „wywłaszczaniu wywłaszczających”, ale pogodziły się z kapitałem. Opierając się na całkowitej emancypacji pokolenia’68, Borrmann miał rację mówiąc, że porzucili oni podstawowe działania, a nawet ograniczyli się do sfery kulturowej, gdzie nadawali ton.
Oznacza to, że „postulowany kontrast między kapitalizmem a ideologią lewicy” jest dziś tylko propagandą; lewica nie reprezentuje „grabarza kapitalizmu”, ale była „pionierem czystego myślenia ekonomicznego, czyli kapitalizmu totalnego”. Dla osiągniętej w ten sposób syntezy lewicowej nadbudowy (polityka, społeczeństwo, media) i kapitalistycznych podstaw, prawicowy myśliciel stworzył neologizm „lewicowy kapitalizm”, którym zilustrował, „że kapitał i ideologia lewicowa znalazły dwie części, które są niezwykle kompatybilne”.
To właśnie ten mezalians jest odpowiedzialny za to, że prawicowa krytyka kapitalizmu dziś i w przyszłości – w tym artykule przedstawiono jedynie krótką historię – jest uderzająca: Nieapetycznemu Querfrontowi kapitału i antyfaszyzmu ma przeciwdziałać idealistyczna synteza podejść krytycznych wobec kapitalizmu z odniesieniem do fundamentalnego, prawicowego obrazu człowieka, który – czy to myśląc za Adolfem Wagnerem, czy Arnoldem Gehlenem – pozostaje sceptyczny, nawet jeśli wybiórczo musi włączać analizy lewicowe (na przykład w dziedzinie nauk społecznych).
Odniesienia do oryginalnych, prawicowych, tradycyjnych linii krytyki kapitalizmu (których wypracowanie odbywało się również eo ipso w konfrontacji z treścią przeciwstawnych politycznie poglądów, zbyt często zapominanych lub represjonowanych, nie są nostalgią, nie są ucieczką w konserwatywną rewolucję międzywojenną, ani też recyklingiem starych idei. Celem jest raczej teoretyczny „upcycling”, „który nie polega na łamaniu starych idei, ale raczej na nadaniu im wyższej wartości w połączeniu z innymi częściami” (Guillaume Paoli). Dla tego ambitnego projektu, który jest nieodzowny w trwającym kryzysie politycznym, konieczne będzie podejście do analizy społecznej, krytyki gospodarczej i pracy nad teorią polityczną – jeszcze mocniej od prawicy.
Tylko wtedy, gdy nowe pokolenie wykona tę skromną pracę i przekształci ją w praktyczne rezultaty, można będzie – każdy wedle własnego uznania – zrezygnować z niezbędnej obecnie egzegezy współczesnych lewicowych myślicieli krytycznych dla kapitalizmu. Do tego czasu prawicowi krytycy kapitalizmu będą również musieli produktywnie badać swoją własną historię. A historia, jak podkreślił Dominique Venner, jest z definicji otwarta.
Benedikt Kaiser
Pierwodruk: „Sezession” nr 82 (Februar 2018).
[1] Querfront – taktyka polityczna polegająca na połączeniu sił organizacji nacjonalistycznych i socjalistycznych w celu odrzucenia Republiki Weimarskiej. Taktykę tę chciał również zastosować kanclerz Niemiec Kurt von Schleicher również stosował tę taktykę w latach 1932-33, chciał rządów wojskowych, zapewniających bezpieczeństwo socjalne obywatelom [przyp. tłum.].
[2] Zrzeszenie Polityki Społecznej, grupa ekonomistów głoszących hasła zabezpieczenia socjalnego najsłabszych. Krytykowana zarówno przez liberałów, jak i Engelsa [przyp. tłum.].
[3] Ustawa zakazująca działalności organizacji, zrzeszeń i pism socjalistycznych, komunistycznych oraz socjaldemokratycznych [przyp. tłum.].


