Do tego musiało w końcu dojść. Pesymistyczne demograficzne scenariusze kreślone przez Jeana Raspaila w latach ’70 ubiegłego wieku, i dwadzieścia lat później przez Jeana-Claude’a Chesnais sprawdziły się w stu procentach. Zdewastowane ulice, podpalane kościoły, ludzie mordowani przed swoimi domami, bandy imigrantów toczące regularne bitwy z policją. Koniec skąpanej we krwi oświeceniowo-liberalnej mrzonki o europejskim społeczeństwie otwartym. Stoimy w obliczu nowej rzeczywistości, w której pomimo uspokajających tonów bladych ze strachu liberalnych autorytetów moralnych, nic już nie będzie wyglądało tak samo. Biały mieszkaniec Europy z nieufnością spoglądać będzie na swojego kolorowego sąsiada, a pracujący imigrant z Afryki nienawidzić będzie po cichu swojego europejskiego pracodawcy. Potężna fala przemocy wrogich Europie mas imigrantów posuwająca się od Francji na wschód, rozpoczęła nową epokę. Został zapoczątkowany powolny, bolesny i pełen wyrzeczeń czas wykuwania w walce, krwi i cierpieniu narodu europejskiego. Po raz pierwszy mieszkańcy Francji, Niemiec, Włoch i Belgii mieli okazję odczuć, że nienawiść skierowana w czasie imigranckich rozruchów nie dotyczy ich jako obywateli konkretnych państw, ale posiada silne oblicze antyeuropejskie, skierowane przeciwko chrześcijaństwu i białemu człowiekowi.
Demografia jest kluczem do przyszłości, o czym niektórzy politycy europejscy już dawno zapomnieli, inni natomiast starali się celowo naruszyć strukturę etniczną Europy. Pobieżna analiza sytuacji demograficznej poszczególnych krajów Europy Zachodniej nie napawa optymizmem. Ujemny, lub zerowy przyrost naturalny, przy zauważalnej dynamicznej rozrodczości imigrantów z krajów pozaeuropejskich, wrogo nastawionych do kultury europejskiej, negatywnie ustosunkowanych do projektów asymilatorskich i ograniczających swoją aktywność obywatelską do korzystania z bogatej oferty socjalnej krajów które zamieszkują, zepchnął Europę na skraj katastrofy demograficznej. Przyszłe społeczeństwo zjednoczonej Europy nie będzie posiadało nie tylko zdolności do utrzymania dzisiejszego poziomu życia oraz wysokich świadczeń emerytalnych, ale prawdopodobnie utraci swój jednoznacznie europejski charakter etniczny na rzecz transrasowej homogenii. W 1991 roku Pierre Lellouche wieszczył straszliwy koniec: Historia, bliskość geograficzna i ubóstwo przesądziły los Francji i Europy, które zostaną zalane przez przybyszów z przegranych krajów południa. Europa była w przeszłości biała i chrześcijańska. Przyszłość będzie jednak inna [1]. Struktura etniczna państw europejskich już od lat ’80 XX wieku (co zatajały skwapliwie elity demokratyczne!) nie posiadała zdolności do zasymilowania napływającej w niekontrolowany sposób rzeszy kolorowych imigrantów. Napływ obcych wbrew pozorom nie był spowodowany tylko wysokim poziomem życia w Europie i łatwą możliwością wzbogacenia, ale postulat przyznawania „łatwego obywatelstwa” imigrantom z poza europejskiego kręgu kulturowego stał się od lat ’60-tych XX wieku stałym elementem lewicowej retoryki politycznej, poszukującej propagandowego uzasadnienia w rzekomej odpowiedzialności Europy za postkolonialną biedę i zacofanie. Przyczyny i pobudki kierujące lewicą sięgającą wtedy po władzę były jednak bardziej złożone.
Jeszcze przed II wojną światową, w 1924 roku władze USA wprowadziły nową, restrykcyjną ustawę antyimigrancką, poważnie ograniczającą napływ za ocean rzesz nieanglosaskich imigrantów. Przeciwko nowej ustawie zdecydowanie wystąpiły środowiska żydowskie, aktywizując pogrążone w stagnacji Hebrew Immigrant Aid Society (Towarzystwo Pomocy Hebrajskim Imigrantom), pierwotnie organizację charytatywną, która dziś odgrywa istotną rolę w kreowaniu neokonserwatywnej polityki społecznej USA, ale również zabiera głos w analogicznych kwestiach dotyczących Bliskiego Wschodu i Europy. Środowisko HIAS nie ograniczyło się do podejmowania prawnych kroków przeciwko amerykańskiej ustawie imigracyjnej ograniczającej napływ Żydów do USA, ale zbudowało w oparciu o żydowską tradycję religijno-etniczną zwartą koncepcję budowy nowego transrasowego społeczeństwa w Ameryce. W tym celu opowiedziało się za niekontrolowanym napływem imigrantów do Stanów Zjednoczonych, który doprowadzi do odebrania przewagi anglosaskim elitom i zagwarantuje żydowskiej diasporze bezpieczne życie w Nowym Świecie. Aktualny prezes i dyrektor HIAS, Leonard S. Glickman nazwał ten eksperyment „dywersyfikacją”, która jest gwarancją bezpieczeństwa – Im bardziej amerykańskie społeczeństwo jest zdywersyfikowane, tym bezpieczniej dla Żydów [2]
II wojna światowa zakończona faktyczną klęską Europy, popadnięciem w polityczną zależność od pozaeuropejskich mocarstw zainteresowanych eksploatacją zagarniętych terenów i utrzymaniem spokoju na zdobytych częściach kontynentu, otwarła nowy rozdział w materii zastosowania eksperymentu dywersyfikacyjnego. Pierwsze sygnały dotyczące takich zamierzeń zawierał opracowany jeszcze w czasie działań wojennych amerykański plan Henry’ego R. Morgenthau’a, zakładający głównie likwidację etniczną Niemców poprzez sterylizację, rozproszenie, przesiedlenie, wynarodowienie i zasiedlenie obszarów Rzeszy innymi narodowościami europejskimi[3]. Eksterminacyjny plan Morgenthau’a rodem ze starożytnej Asyrii, de facto zakończyłby się całkowitym wymieszaniem etnicznym Europy zachodniej, a więc likwidacją europejskiej tożsamości.
O ile jednak dla amerykańskiego polityka żydowskiego pochodzenia głównym celem dywersyfikacji mieli być Niemcy, to dla żydowskich elit lat ’60-tych XX wieku i demokratycznej lewicy dywersyfikacja była narzędziem zniszczenia europejskiej tożsamości, odpowiedzialnej ich zdaniem za wywołanie wojny i eksterminację ludności żydowskiej przez nazistów. Wraz z rozwojem „Religii Holocaustu”, której jednym z podstawowych dogmatów jest zbiorowa odpowiedzialność chrześcijańskiej cywilizacji europejskiej za Holocaust, idea zniszczenia etnicznej tożsamości Europy znalazła wśród wyznawców tej „religii” swoje stałe miejsce. Zdaniem Centrum Szymona Wiesenthala ciągła groźba powtórzenia się Holocaustu tkwiąca w ekstremizmie, nienawiści i fundamentalizmie, może zostać odsunięta wyłącznie poprzez odrzucenie tradycyjnych, kulturowych i etnicznych podstaw cywilizacji europejskiej. Holocaust jako wydarzenie historyczne, zdaniem teologów „Religii Holocaustu” wynikał z podstaw grecko-rzymsko-chrześcijańskich kontynentu europejskiego. Na ten kuriozalny, ksenofobiczny pogląd głoszony otwarcie przez licznych żydowskich polityków i działaczy nakłada się tradycyjna nienawiść wyznawców judaizmu do spuścizny hellenistycznej i rzymskiej tradycji politycznej oraz katolicyzmu. Aby to wydarzenie nie mogło się powtórzyć (a teolodzy „Religii Holocaustu” utrzymują, że istnieje ciągłe i poważne zagrożenie powtórzeniem Holocaustu, które daje Żydom prawo do działań opartych na zasadach prawa specjalnego), Europa musi zostać nie tyle unicestwiona, co przebudowana. Dywersyfikacja zawiera w sobie szereg konkretnych postulatów polityczno-społecznych, wśród których na pierwszym miejscu należy wymienić: nieograniczoną imigrację do Europy, postulat wieloetnicznego społeczeństwa otwartego oraz ścisły rozdział kościoła od państwa. Charakterystyczny żydowski etnocentryzm zakładający ścisłe powiązanie czynnika kulturowo-cywilizacyjnego z cechami rasowymi, obcy tradycji europejskiej, powoduje automatyczne ideologiczne połączenie przebudowy społecznej ze zmianami w obrębie struktury etnicznej Europy. Teologiczne pojęcia „Religii Holocaustu” w rodzaju: „Kultury po Holocauście”, „chrześcijaństwa po Holocauście”, „Boga po Holocauście”, „sztuki po Holocauście” odnoszone do chrześcijaństwa albo Europy, automatycznie są postulatem „kultury bez przedoświeceniowego dziedzictwa europejskiego”, „judeochrześcijaństwa”, „ekumenicznego Boga tolerancji”, „sztuki bez europejskich kanonów piękna”, czyli zawierają w sobie silny ładunek antyeuropejski[4]. Dla żydowskich elit jest on tożsamy ze zmianą struktury etnicznej Europy. Dobrym przykładem takiego przenoszenia idei jest oświadczenie Centrum Szymona Wiesenthala, wydane po prawie jednogłośnie negatywnym stanowisku czołowych polityków Unii Europejskiej względem postulatu włączenia (pierwszy wyartykułował go w czasie rozpoczęcia działań przeciwko Irakowi zależny od neokonserwatystów prezydent USA!) Turcji do Unii Europejskiej. W liście skierowanym do Valery’ego Giscarda d’Estaing po przypomnieniu nietolerancyjnej względem Żydów przeszłości Europy zakończonej Holocaustem na tle tolerancyjnej (czyli proizraelskiej!) Turcji, w oświadczeniu czytamy: Ofiarami dzisiejszych europejskich neonazistów i skinheadów padają Turcy, podczas gdy pan, Panie Prezydencie, ma podobno rozpatrzyć prośbę papieża, aby pańska Konstytucja podkreślała chrześcijańskie dziedzictwo Europy”. Centrum zasugerowało w oświadczeniu, aby nowa konstytucja europejska „uwypukliła pluralizm wielowyznaniowej i wieloetnicznej Europy, w której uczestnictwo muzułmańskiej Turcji może wzmocnić muzułmańskie społeczności na kontynencie – i, oczywiście, samą Turcję – w obliczu groźby ekstremizmu, nienawiści i fundamentalizmu. Europejska Turcja może mieć zbawienny wpływ na stabilizację w Europie i na Środkowym Wschodzie [5]. O tym jak potężną rolę organizacje żydowskie przywiązywały i przywiązują do rozkładu etnicznego Europy, świadczy również komunikat prasowy Ligi Przeciw Zniesławieniu (ADL) z 28 maja 1999 roku wydany z okazji wprowadzenia nowego prawa imigracyjnego w RFN. Czytamy w nim: Liga Przeciw Zniesławieniu (ADL) pochwaliła dziś uchwalenie radykalnych zmian w niemieckim prawie imigracyjnym, twierdząc, że złagodzenie rygorystycznych wymagań procedury naturalizacji „zapewni właściwy klimat dla dywersyfikacji i wprowadzenia jej w życie. Rzeczą bardzo podnoszącą na duchu jest widzieć, że pluralizm zapuszcza korzenie w społeczeństwie, które mimo silnego ustroju demokratycznego, przez dziesiątki lat prowadziło nieustępliwą politykę w sprawie obywatelstwa, które można było uzyskać wyłącznie z racji pochodzenia lub pokrewieństwa, powiedział Abraham H. Foxman, przewodniczący ADL. Złagodzenie wymagań imigracyjnych ma szczególne znaczenie w świetle niemieckiej historii Holocaustu oraz prześladowań Żydów i innych mniejszości. Nowe prawo zapewni właściwy klimat dla dywersyfikacji i urzeczywistnienia jej w narodzie obarczonym uciążliwym dziedzictwem ksenofobii, gdzie kategoria „my i oni” zostanie zastąpiona zasadą obywatelstwa dla wszystkich [6]. Pomijając nieistotną z punktu widzenia tematu tego artykułu kwestię praw mniejszości etnicznych i wyznaniowych w Izraelu, które przedstawiają wiele do życzenia, należy zwrócić uwagę na ścisły związek demograficznej sytuacji Europy z postulatami żydowskich organizacji syjonistycznych, opierających swoje poglądy na dogmatach „Religii Holocaustu”.
Jednak ścisła odpowiedzialność za wydarzenia październikowo-listopadowe we Francji, Belgii, Niemczech i Włoszech spada przede wszystkim na uczestniczące w rządach organizacje lewicowe. Wyrastające z oświeceniowego światopoglądu lewicowe koncepcje ideologiczne od swojego zarania głosiły postulaty bezgranicznej krytyki pod adresem europejskiej spuścizny cywilizacyjnej, tworząc opisywany przez Huntingtona i MacDonalda nurt tzw. „krytyki cywilizacji”, właściwiej nazywanej „cywilizacją krytyki”. Opierał się on na założeniu dobrze zdefiniowanym przez Theodore Kaczynsky’ego, na koncepcji społeczno-psychologicznej tzw. „lewactwa”, które za fundament swojego działania przyjmuje walkę o prawa słabszych i pokrzywdzonych[7]. Jednak światopogląd ten nie posiada żadnego związku z średniowieczną zasadą feudalną pomocniczości, wyrastając z ksenofilii a nie chrześcijańskiego miłosierdzia. Według „lewackiego” światopoglądu dominująca na świecie w wielu odmianach cywilizacja europejska z racji opierania się na pojęciach takich jak: piękno, honor, etyka absolutna, heroizm, poświęcenie, hierarchia, utożsamianych z „faszyzmem”, straciła w wyniku pojawienia się politycznego zła absolutnego – narodowego socjalizmu i jego zbrodni – prawo do przewodzenia ludzkości. Analizując głębiej, „ojcowie założyciele lewactwa” (Herbert Marcuse, Max Horkheimer, Theodor Adorno, Erich Fromm, Paul Tillich, Karl Popper) dali podstawę do wysunięcia w pewnym momencie tezy o historycznym defekcie cywilizacji europejskiej, która ziarna zła zawierała już w zamierzchłej przeszłości antycznej[8]. Jak widać w przekonaniu deprecjonujacym wartości europejskie lewica miała zbieżne poglądy z dogmatykami „Religii Holocaustu”. Środkiem zaradczym przeciwko nowemu Hitlerowi, który potencjalnie tkwi w każdym mieszkańcu Europy miało być zniszczenie kultury europejskiej, poprzez stworzenie barwnej mozaiki kulturowo-religijnej, złożonej z rdzennych Europejczyków i imigrantów pochodzących z Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu i innych części świata. Od samego początku lewica negowała postulaty asymilacyjne rozumiane jako przyjęcie europejskiego systemu wartości, ograniczając „asymilację” do aktywnego i lojalnego (!) udziału imigrantów w procedurach demokratycznych krajów osiedlenia. Negacja asymilacji, czy pomijanie społeczności dążących do niej (Libańczycy we Francji, arabscy uciekinierzy z ogarniętej wojną Algierii itd.) była przemyślanym działaniem, zmierzającym do zastosowania zasady etnicznego tygla, w którym uważone zostanie nowe społeczeństwo „Europy” – tolerancyjne, egalitarne, ekumeniczne… Jeszcze jednym ważnym aspektem sprawy było, pokrywające się z propagandowym otwarciem granic w dekolonizacyjnych latach ’60-tych XX wieku, dojście do władzy lewicy w wielu krajach Europy zachodniej. Lewica posiadała już samodzielne (w pewnym stopniu niezależne od Moskwy) i ukształtowane elity polityczne, ale nie dysponowała trwałym elektoratem politycznym, zdolnym do zabezpieczenia wpływów politycznych. Otwarcie granic i łatwe przepisy imigracyjne oraz liberalna procedura nadawania obywatelstwa, dawała potrzebny, daleki cel walki politycznej i zapewniała w nieodległej przyszłości stabilny elektorat polityczny. Dominacja lewicy w następnych dekadach świadczyła, że działanie zwolenników „lewactwa” było przemyślane. Efekty tych działań mogliśmy obserwować na ulicach europejskich miast – głównie Paryża.
Deetnicyzacja Europy niewątpliwie zostanie przejściowo zahamowana, poprzez uszczelnienie granic Unii Europejskiej i zaostrzenie prawa imigracyjnego Europy. Oby politycy Unii Europejskiej nie sięgnęli – jak zwykle – po najprostsze rozwiązanie problemu, jakim byłoby (planowanie już w okresie prac nad tzw. Układem z Schengen) przesiedlanie nadwyżek pozaeuropejskich imigrantów do tzw. „krajów bezpiecznych etnicznie”, czyli nowych krajów Unii Europejskiej. Nie wolno ulegać złudzeniom. Imigranckie zamieszki staną się szybko elementem manipulacji politycznych. Lewica nie złożyła broni, odpowiedzialnością za rozruchy zrzucając perfidnie na niedostatecznie funkcjonujący system osłon socjalnych i gettyzację imigrantów. Z kolei prawicowe partie establishmentu, niemniej odpowiedzialne za etniczny stan Europy, starają się zataić faktyczne przyczyny, poszukując winnych wśród mitycznych bojowników europejskiej Al Kaidy. Prawdopodobnie ten element retoryki będzie najczęściej wykorzystywanym w najbliższej przyszłości, biorąc pod uwagę wypowiedź francuskiego ministra Nicolasa Sarkozy’ego z 8 listopada 2005 roku. Prawdopodobne przymknięcie granic Europy, wzrost nastrojów antyimigranckich oraz wzrost świadomości etnicznej rdzennych mieszkańców Europy nie może być zaprzepaszczony. Nie można pozwolić zapomnieć szybko o tych wydarzeniach, okrytych kurzem kolejnych, sensacyjnych informacji z ostatniej chwili lub bardziej poważnych tematów politycznych. Czas, który nadszedł, powinien być czasem spożytkowanym na podminowanie i wysadzenie w powietrze fundamentów ideologicznych dzisiejszego „lewackiego” światopoglądu, w którym „europejskie = białe = złe”. Czas wybrać się na poważną batalię przeciw lewicowemu niedźwiedziowi zagonionemu do swojej gawry. Czas zniszczyć ostatecznie lewicowe ideologiczne hałdy śmieci w postaci koncepcji społeczeństwa otwartego, poglądu o powszechnej równości ludzi, założeń Europy opartej na pluralizmie etnicznym. Koniec z dywersyfikacją! Czas na Imperium Europeum!
[1] Pierre Lellouche jest francuskim prawicowym syjonistą, jednym z najbardziej proamerykańskich intelektualistów nad Sekwaną. Cyt. za: S.P. Huntington, Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, (Warszawa 2005), s. 345.
[2] Wydarzenia we Francji i innych krajach europejskich zbiegły się z wydaniem w Polsce wyśmienitej pracy prof. Kevina MacDonalda, Fenomen żydowski? Ze studiów nad etniczną aktywnością” (Wrocław 2005); która zawiera informacje na ten temat. Cyt. za: K. MacDonald, Fenomen żydowski ?… s. 26.
[3] Zob. D. Irving, Norymberga. Ostatnia bitwa, (Warszawa 1999), s. 19-30n.
[4] Pisałem na ten temat szerzej na łamach „Zawsze Wierni.”, zob. H. Hajducki, Dogmat o wyjątkowości Holocaustu a doktryna katolicka, [w:] „Zawsze Wierni”, nr 1/2002, s. 89-90.
[5] Cyt. za: K. MacDonald, Fenomen żydowski?…, s. 26-27.
[6] Cyt. za: Ibidem, s. 34-35.
[7] T. Kaczynski „Unabomber”, Das Manifest, [w:] „Sleipnir“, nr 38, s. 25-27.
[8] Najsilniej ten element występował w publicystyce filozoficzno-politycznej Karla Poppera. Na temat tzw. Szkoły Frankfurckiej: W. Olles, Frankfurter Schule und Kritische Theorie Geschichte, Etwicklung, Bedeutung, [w:] „Neue Ordnung“, nr 4/2003, s. 6-11.


