Kanonada Narodowego Romantyzmu

wersja beta

Ryszard Mozgol: Umarł „STURM”, niech żyje Jünger!

sturm

Ryszard Mozgol: Umarł „STURM”, niech żyje Jünger!

Udostępnij

Poszukując brakujących części dzienników Ernsta Jüngera prosiłem pewną znajomą osobę, aby popytała o niektóre tytuły mistrza z Wilfingen w niemieckich księgarniach. W jednym z większych sklepów księgarskich Leverkusen, pytając o największego współczesnego pisarza niemieckiego Ernsta Jüngera, została pouczona przez niemieckojęzycznego młodzieńca pracującego w księgarni, że wymieniony pisarz jako faszysta jest niedostępny w Republice Federalnej Niemiec, jego publikacje zakazane i nie powinna poświęcać mu zbytniej uwagi. Wysłuchując przez telefon relacji z pouczającego spotkania z ulgą odetchnąłem, że mieszkam w Polsce, a w księgarniach mimo tego, że niewiele książek Jüngera przetłumaczono na język polski, jego dzieła są dostępne bez cenzorskich uwag i infantylnych lewacko-szczeniackich pouczeń.

Ernst Jünger jest w Polsce pisarzem nie tylko znanym, ale cenionym. Kolejne wydania jego książek szybko znikają z księgarń, a w czasopismach o dość oddalonych od siebie horyzontach ideowych ukazują się obszerne recenzje. Dodać należy, że są to prawie zawsze recenzje pozytywne. Nieżyjący już pisarz niemiecki posiada nad Wisłą grono oddanych czytelników, śledzących z uwagą półki księgarskie w poszukiwaniu kolejnych tłumaczeń czy przyczynków dotyczących biografii, epistolografii lub warsztatu mistrza z Wilfingen[1]. Zapewne niejeden z uczniów duchowego bractwa Nigromontana z wielką radością odkrył kolejne tłumaczenie wypełniające lukę wśród dostępnych po polsku dzieł Jüngera. Do rąk polskiego czytelnika trafiło jedno z pierwszych opowiadań Ernsta Jüngera zatytułowane „Sturm”.

Już same losy powieści zachęcają by sięgnąć po to niewielkie dziełko. Opowiadanie napisane przez świeżo upieczonego weterana I wojny światowej ukazało się pierwotnie w 1923 roku w odcinkach na łamach „Kuriera Hanowerskiego”, po czym porzucone i zapomniane przez samego autora zaginęło dla potomnych. Ponownego odkrycia pierwszej próby literackiej (?) Jüngera dokonał jego biograf i popularyzator Hans Peter des Coudres, doprowadzając w 1963 roku, za niechętną zgodą pisarza do pierwszej publikacji książkowej powieści. Długo można by rozpatrywać powody niezwykłego dystansu Ernsta Jüngera do swego pierworodnego dzieła, co czyni miejscami przekonywująco tłumacz „Sturma” Łukasz Musiał.

Jedna z pierwszych publikacji literackich Ernsta Jüngera znacznie odbiega od przyjętej w późniejszych dziełach stylizacji wojny. Jünger jakiego znamy ze wspomnień „W stalowych burzach”, „Lasku 125”, czy niezwykle interesującego eseju „Wojna jako przeżycie wewnętrzne”, różni się od Hansa Sturma (pseudonim Jüngera z wczesnego okresu literackiego, a zarazem tytuł powieści). O ile na kartach „Sturma”, co ciekawe pisanego równolegle ze „Stalowymi burzami” (I wydanie 1920 r.), rodzącego się „na gorąco” w ciemnym łonie okopów I wojny światowej, pisarzowi, tak jak głównym bohaterom, towarzyszą liczne wątpliwości dotyczące celowości tej największej i najnowocześniejszej jatki w dziejach świata, o tyle Jünger spacerujący „W stalowych burzach”, pozbawiony jest wewnętrznych napięć – obserwuje siebie i analizuje chłodno własne reakcje, rozpatruje analitycznie wojnę z całym jej chaosem. Jest to już Jünger wnikliwy obserwator, rejestrujący ludzkie działanie na przestrzeniach zarezerwowanych dla najbardziej pierwotnych form egzystencji – na walce o przeżycie, poruszający się po mrocznych obszarach na styku życia i śmierci, rzeczywistości i snu. Ale nie ma racji tłumacz, ostro przeciwstawiając Hansa Sturma Ernstowi Jüngerowi. Pierwszy jest pierwotną formą drugiego, tak jak w przypadku żywych organizmów osiągających formę dojrzałą poprzez exuvium – porzucenie form wstępnych, posiadających zalążkowe cechy i zdolności, które rozwiną się w pełni dopiero w formie ostatecznej – imago. „Stalowe burze” stanowią również imago „Sturma”. Jünger jako wytrawny entomolog, wnikliwy obserwator świata chrząszczy (posiadał największy zbiór okazów z rodziny Scarabaeidae na świecie!), tych mikrogigantów przypominających odzianych w pancerze wojowników walczących o terytorium, samice i zasoby – a więc o życie, nie tylko o tym wiedział, ale w zawartych w przyrodzie znakach i symbolach odnajdywał głęboki sens ludzkiej egzystencji. Pozorny chaos świata Jünger rozpatrywał jako celowość ukrytą pod powierzchnią kipiącego życia, czego przeczucie jest mocno dostrzegalne w opowiadaniu „Sturm”. W jednym z fragmentów dzienników z czasów II wojny światowej („Promieniowania”), wskazuje na niewielką plamkę na skrzydłach motyla, która powierzchownie rozpatrując, jest elementem przypadku w świecie przyrody, jednak dla tego konkretnego gatunku posiada znaczenie zasadnicze, od którego zależy powodzenie w czasie krótkiej egzystencji.

Przeżycie wojny przez pisarza nie ma zbyt wiele wspólnego z traumą, którą przypisuje Jüngerowi Łukasz Musiał, a która byłaby tożsama z permanentną obecnością pisarza w wydarzeniach przeszłości. Przykładem traumy w życiu pisarza jest nieudana do końca próba przezwyciężenia osobowości ojca, który powraca (zwłaszcza po jego śmierci) w snach i wspomnieniach Jüngera, z którą pisarz toczy bój, pozornie się godzi, stara się zrozumieć. Te sprzeczne, targające nim uczucia nie pozwalają mu postaci ojca pozostawić za sobą, poddać chłodnej obserwacji, pozostawiając ją przez cały czas w teraźniejszości. Trauma wyklucza „zewnętrzną” obserwację badacza, a Jünger rozpatrujący wojnę przypomina nam często „W stalowych burzach” naukowca pochylonego nad mrowiskiem, lub myśliwego przyczajonego w zasadzce.

Dlaczego w takim razie powieść „Sturm” wzbudzała nieukrywaną niechęć pisarza po tylu latach? Czy to efekt perfekcjonizmu warsztatowego pisarza, nie pozwalający się przyznać do tworu niewygładzonego, miejscami chropawego i niedopracowanego? A może pozostawienie za sobą tego co już stanowi martwą formę przejściową?

Odnosząc się po raz kolejny do pasji entomologicznej pisarza, żaden chrząszcz dojrzewający powoli w błocie i ogniu (paradoksalnie dotyczyło to również całego pokolenia Ernsta Jüngera dojrzewającego w okopach wojny światowej) nie pozostaje w pobliżu porzuconego przez siebie ciasnego pancerza. Stosunek Jüngera do wydarzeń I wojny światowej nacechowany jest optyką drugiej świadomości, pozwalającej na uwolnienie się od własnych emocji, ale i nadanie wyższego sensu obserwowanym zdarzeniom. Pod pozornym chaosem wojny czai się wyższy porządek. Jednostkowy strach jako przejaw pozornego chaosu, ustępuje determinacji oddziału wykonującego rozkazy. Nawet pozorny bezsens śmierci żołnierza w świadomości Jüngera jest bardziej przejawem wyższego porządku, niż przypadku rządzącego życiem. Tej pewności brakuje w „Sturmie”. Pisarz snuje rozważania w głowie swego bohatera: „Nie śmierć go przerażała – ta była wszak nieunikniona – lecz owa przypadkowość, ów zataczający się w przestrzeni i czasie nurt zdarzeń, który każdą chwile mógł utopić w zniszczeniu”.

Unicestwienie tytułowego bohatera w opowiadaniu „Sturm” było naturalnym działaniem pisarza, było uśmierceniem postrzegania rzeczywistości przez pryzmat własnych pragnień, własnego „ja”, było zabiciem chaosu duchowego towarzyszącego podporucznikowi Jüngerowi w czasie szturmowych wypadów wielkiej wojny. Było w istocie porzuceniem dawnego „jednowymiarowego” postrzegania wydarzeń, które zdaniem Sturma było fałszowaniem rzeczywistości. Żaden z żołnierzy opowiadających o „swojej” wojnie nie oddaje jej całości, jej totalności, ponieważ wojna jako zjawisko przerasta każdego śmiertelnika (rozwinął tą myśl Jünger w eseju „Wojna jako przeżycie wewnętrzne”). Każdy stara się uświęcić swoje działanie, usprawiedliwić, zbagatelizować i sprowadzić do anegdoty, jednak naprawdę wszyscy opowiadają tylko o tym, czego nie przeżyli. I to chyba najważniejsze spostrzeżenie, jakie pisarz pozostawił czytelnikom w opowiadaniu „Sturm”.

Wraz ze śmiercią Sturma w świadomości pisarza, porzucony został również pseudonim (Hans Sturm), pod którym Jünger pisał artykuły do prasy nacjonalistycznej w czasach istnienia liberalno-demokratycznego eksperymentu weimarskiego. Umarł Sturm, narodził się Jünger stalowych burz, który przyszedł na świat nie po to, by ustanawiać prawa, ale by obserwować.

                                                                                                               Ryszard Mozgol

 

 

Ernst Jünger, Sturm. (Wydawnictwo Tako, Toruń 2006), przełożył z języka niemieckiego Łukasz Musiał.

[1] Mam nadzieję, że miłośnicy Jüngera nie przeoczyli „Literatury na Świecie”, nr 5-6/2006, poświęconej Gottfriedowi Bennowi, zawierającej fragmenty korespondencji Benna dotyczące Ernsta Jüngera.

Udostępnij
Czytaj także

Paweł Bielawski: Seks, seksualność i rodzina oczami archeofuturysty. Perspektywa Guillaume’a Faye’a

Nie ulega wątpliwości, że lewica narzuciła swój język w sferze seksualności i obyczajowości z nią związanej, np. „heteronormatywny”, „cis” itd. Prawica natomiast, pełna pruderii, wydaje się być w tej sytuacji zupełnie poza swoją strefą komfortu. Prawica lubi wypowiadać się o Kościele, religii, ale jak dochodzi do tematu seksu i seksualności, to wydaje się, że pełna zażenowania spogląda na księdza z nadzieją aprobaty i wstydzi się cokolwiek powiedzieć. Lewica natomiast, skwapliwie z tego korzysta, narzucając swoją narrację właściwie bez żadnego oporu, nie licząc okazjonalnych pomruków niezadowolenia z prawicowej strony.

„Komunizm jak i kapitalizm były dla Ottona Strassera systemami przesiąkniętymi egoizmem.” – wywiad z dr. Tomaszem Kosińskim, autorem pierwszej polskiej monografii o założycielu “Czarnego Frontu”.

Związek Sowiecki przed II wojną światową jak i po tej wojnie był traktowany przez Ottona Strassera jako zagrożenie dla Niemiec jak i Europy. Stąd promował ideę budowy zjednoczonej Europy jako przeciwwagi dla ZSRS przed drugą wojną światową oraz jako trzeciej siły między USA a ZSRS po zakończeniu tego konfliktu.

David Engels

Przeciw agonii Europy – rozmowa z prof. Davidem Engelsem, belgijskim historykiem starożytności i pracownikiem Instytutu Zachodniego w Poznaniu

Walka między dobrem a złem toczy się wiecznie i nie zostanie rozstrzygnięta aż do dnia ostatecznego. Dlatego musimy uważać, by nie obarczać naszej walki o zachodnią cywilizację nadmiernymi eschatologicznymi nadziejami. Uważam, że rzeczywiście będzie możliwe doprowadzenie naszej cywilizacji do ostatecznej syntezy, która opiera się na racjonalnym powrocie do tradycji, ale ta synteza będzie jednocześnie punktem końcowym naszego rozwoju kulturalnego – po niej mogą powstać inne kultury, a walka w sercu każdego człowieka będzie trwała dalej, jednak „wielki organizm” Zachodu zostanie „zamknięty”.